Jak rozwiązać człowieka

Szkic Edukacja zajmuje główną część całego procesu studiowania rysunku akademickiego. To stara się rozwiązać szereg zadań w tworzeniu pełnego obrazu postaci ludzkiej i głową sam. Ponadto, można stopniowo odkrywać formularz dzienną i poszerzyć swoje horyzonty dzięki tej technice. Tak, jak narysować szkic człowieka? Szacunek dla każdego człowieka i dbałość o dobrą atmosferę w pracy to pożądane cechy dobrego lidera — podkreśla prezes Ceg-Budu. Puls Biznesu. Inne / Jak rozwiązać spory, czyli debata o transporcie intermodalnym. Z ostatniej chwili. 11:04 BioMaxima zarobi na sprzedaży testów; Czy zastanawiasz się właśnie, jak rozwiązać problem?Doskonale więc trafiłeś! Albert Einstein był osobą, która zasługiwała na bycie wysłuchiwaną. Na szczęście dla nas, zostawił po sobie kilka wspaniałych myśli, jedna z których mówi że: „Nie uda się rozwiązać problemu korzystając się z takiego samego sposobu myślenia, który do niego doprowadził”. O tym, jak zachować człowieka-Wodnika, można mówić na zawsze. Faktem jest, że ci faceci są przedstawicielami najbardziej niestabilnego znaku zodiaku. A jeśli rozpoczął się związek z nim, musisz zdać sobie sprawę, że jest to gra. Bardzo trudna misja, w której musisz pokazać się tak samo jak w przypadku Gemini. Jak poznać bogatego człowieka Pierwsze pytanie, które kobieta zwykle chce rozwiązać, to jej marzenie, aby zapoznać się z bogatym człowiekiem - gdzie można go spotkać. Jeśli odpowiesz na to pytanie w skrócie, to w tych miejscach, które wymagają znacznych kosztów finansowych. Na jego podstawie maturzyści mieli rozwiązać problem i uzasadnić swoje zdanie na temat 'Czym dla człowieka może być wolność?'. Matura 2020 zbliża się wielkimi krokami. 8 czerwca egzamin ... Jak dla mnie to brakuje porządnych marketów budowlanych,sklepów z agd i rtv gdzie nie zedrą skóry z człowieka i gdzie każdy pójdzie i kupi to co chce a nie to co jest.W naszym mieście powstało coś w rodzaju sklepowej śmietanki gdzie to właściciele tych sklepów zdzierają ile mogą bo wiedzą że mieszkaniec ma wszędzie daleko i ...

Badanie genetyków z Harvardu i archeologów z NAIM na temat pochodzenia Bułgarów, pierwsze wyniki

2020.09.18 21:18 przyrodnik Badanie genetyków z Harvardu i archeologów z NAIM na temat pochodzenia Bułgarów, pierwsze wyniki

Oryginalny tekst: https://www.dnevnik.bg/blogosfera/article/399803 Tłumaczenie automatyczne z jęz. bułgarskiego - Google Translate
Tekst pochodzi z wywiadu wideo ze Svetoslavem Stamovem, można go obejrzeć / posłuchać tutaj.
Witam, nazywam się Svetoslav Stamov, antropolog. Ukończyłem Duke University w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez pewien czas pracowałem jako nauczyciel studiów licencjackich. Obecnie pracuję w zespole dr Reicha na Uniwersytecie Harvarda w Bułgarii. I pomagam w innym zespole, który jest całkowicie bułgarski, od bułgarskich archeologów do Narodowego Instytutu Archeologii z muzeum w Sofii.Pracujemy nad ciekawym projektem, o który, mam nadzieję, zapyta mnie pan Teodosiev.
Tak, jestem pod wrażeniem tego, jak się sprawy mają i że Bułgaria naprawdę współpracuje z tak prestiżową organizacją naukową jak Harvard.Cóż, powiedz nam trochę więcej, skąd wziął się pomysł na to badanie i jakie są z niego korzyści dla nauki, a także dla nas, Bułgarów?
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że inicjatorem badań jest właściwie czasopismo „Bulgarian Science”, które wydajecie. I mogę powiedzieć, że oprócz popularyzowania nauki, czasopismo to uczestniczy w realizacji bardzo poważnego międzynarodowego projektu, jako inicjator . Ponieważ oczekuje się, że projekt ten odpowie na pytania bez odpowiedzi związane z historią i przeszłością Bułgarii, które pozostają otwarte przez dwa stulecia, pomimo wysiłków pokoleń bułgarskich historyków i archeologów.
Mianowicie - pochodzenie Proto-Bułgarów, pochodzenie południowych Słowian oraz związek między współczesnymi Bułgarami a populacjami, które żyły przed nami na Półwyspie Bałkańskim.Ten projekt powstał z inicjatywy Twojego magazynu, za co serdecznie dziękujemy Tobie i zespołowi, który wydaje magazyn. Później do projektu dołączyli bułgarscy archeolodzy z Narodowego Instytutu Archeologii i ostatecznie z jednej inicjatywy skontaktowaliśmy się z Laboratorium Badań Genetycznych dr Davida Reicha z Uniwersytetu Harvarda. Zgodziliśmy się na sekwencjonowanie 500 próbek genetycznych z bułgarskiej przeszłości, pobranych z materiału kostnego z różnych epok, aby dokładnie i raz na zawsze wyjaśnić, o ile jest to możliwe, pochodzenie współczesnych Bułgarów, proto-Bułgarów, Słowian i powiązania współczesnych Bułgarów. ze starożytnymi populacjami Półwyspu Bałkańskiego aż do epoki brązu.
Badania są niezwykle rozległe, a sekwencjonowanie starożytnego DNA to złożony proces technologiczny i bardzo kosztowny. Laboratorium genetyczne dr Reicha było niezwykle hojne, zapewniając pełne fundusze na sekwencjonowanie, które oczywiście będzie przez nie wykonane i będzie kosztować około 5 milionów dolarów. Wszystko to jest całkowicie bezpłatne dla nauki bułgarskiej i mogę powiedzieć, że wkład czasopisma „Bulgarian Science” w naukę w Bułgarii jest bardzo, bardzo realny.
Muszę powiedzieć, że jest pewne tło. Dr Todor Chobanov i ja podjęliśmy wstępne kroki tego badania w zeszłym roku. Pracowaliśmy całkowicie dobrowolnie, ale materiały genetyczne zostały zebrane z krajów trzecich, a nie z Bułgarii, a nasze badania zostały opublikowane kilka miesięcy temu.Skoncentrowano się na związkach między proto-Bułgarami z Pierwszego Królestwa a wczesnymi Sarmatami z kultury solnowsko-majackiej. Nasze badanie zostało opublikowane w Proceedings of the Bulgarian Academy of Science, gdzieś w połowie tego roku. W tym badaniu byliśmy raczej w stanie sformułować pytania. Czyli w pierwszej części chodziło o zrozumienie tego, czego nie wiemy, a czego chcemy wiedzieć, mniej więcej udało nam się to sformułować. Druga część musiała jednak odpowiedzieć na pytania. Uczestniczy tu praktycznie cały personel Instytutu Archeologii, na czele którego stoi jego dyrektor dr Hristo Popov i oczywiście mamy wsparcie dr Davida Reicha i jego laboratorium na Harvardzie, a także jego chęć pomocy bułgarskiej historii i archeologii w swoje pozycje na oczach całego świata w bardzo mocnym studium, które dążyłoby do publikacji w najwyższych mediach upowszechniania przekazów naukowych. Mam na myśli magazyn Science (twój imiennik) i magazyn Nature.
Czy są już jakieś wyniki, czy zostały wysłane, co się dzieje?
Tak. Tak więc pierwsze wyniki są dostępne, pochodzą one tylko z materiału usuniętego z dwóch szkieletów. Jeden - od końca Pierwszego Królestwa, od czasów Symeona Wielkiego. Druga przesłana próbka pochodzi z początku Drugiego Królestwa Bułgarii, z czasów Kaloyana i Kumanów.Mamy więc już pierwszy wynik sekwencjonowanego bułgarskiego z czasów Symeona, ale ponieważ wszystko jest nadal w fazie publikacji i badań i spodziewamy się więcej wyników, nie będę wchodzić w szczegóły tych pierwszych wyników, z wyjątkiem jednego szczegółu. Znaleźliśmy haplogrupę chromosomu Y, która jest przekazywana przez linię ojcowską i jest to do pewnego stopnia zaskakujące. Skrót, pod którym to idzie, to Q2a1a2. Taka jest definicja męskiej haplogrupy chromosomalnej, która jest przekazywana z ojca na syna we wszystkich pokoleniach. W przeciwieństwie do autosomalnego DNA, mówi nam tylko małą część historii, ale mówi nam też coś, czego nie wiemy, ale bułgarscy historycy i archeolodzy podejrzewali to od bardzo dawna.
Najpierw wyjaśnię, że szkielet pochodzi z wioski Samovodene, z wtórnego pochówku na neolitycznej nekropolii, która jednak była używana jako grobowiec podczas Pierwszego Królestwa. Na podstawie radiowęglowego datowanego na Harvard ustalili, że rok śmierci tego człowieka, z dokładnością do +/- 20 lat - między 880 a 900 rokiem, czyli koniec panowania Borysa i początek panowania Symeona (Złoty Wiek). Najprawdopodobniej był żołnierzem lub wysokim rangą dowódcą wojskowym, nie jesteśmy do końca pewni, ale to jest, że tak powiem, militarystyczny pogrzeb.Jej haplogrupa pochodzi bardzo daleko od Bułgarii - rejonu jeziora Bajkał. Co potwierdza tezę, że pierwotni proto-Bułgarzy, a dokładniej ich poprzednicy, kilka wieków temu, a raczej tysiąclecia temu, przybyli tutaj z regionu Bajkału. Jest to haplogrupa, której nie ma w Europie i bardzo wyraźnie sugeruje, że nowy naród pojawił się na terytorium Bułgarii we wczesnym średniowieczu. Chodzi zapewne o proto-Bułgarów, nie mając całkowitej pewności, bo w tamtym czasie, kiedy żył ten człowiek, Bułgaria już przyłączyła do siebie szczątki Avar Haganate, a tę samą haplogrupę węgierscy naukowcy zidentyfikowali na pogrzebie z Avar Haganate. przy kopcu Avarów. Nie ma więc gwarancji, że dana osoba jest protobułgarką, ale zsekwencjonujemy kolejne 200 i 500 próbek, a wtedy otrzymamy znacznie pełniejszy obraz.Jednak wstępne wyniki tych badań potwierdzają starą hipotezę W. Zlatarskiego o dalekowschodnim pochodzeniu przynajmniej części osób z plemienia protobułgarskiego. A jak dokładnie jest Daleki Wschód, więc w ramach absurdu mogę wam powiedzieć, że pierwszy zidentyfikowany w Ameryce Hindus z kultury Clovis pochodzi z tej samej haplogrupy. Dosłownie nie występuje na zachód od jeziora Bajkał, ale tylko na wschód od niego, a w Ameryce jest populacją paleo-syberyjską. 92% północnych ket, małej i cudownie ocalałej grupy Jenisejów, pochodzi z tej haplogrupy. Podobnie jak haplogrupa, a właściwie elementy języka Ket, są one również osadzone w starym imperium Xiongnu, które rywalizuje z Chinami i leży na terytorium na północ od niego. Zatem może to być w pewnym stopniu bezpośrednio lub pośrednio związane z przyszłymi europejskimi Hunami.
W Bułgarii toczy się wielka dyskusja na temat pochodzenia Proto-Bułgarów - czy są Proto-Turkami, ich język mówi, że są Proto-Turkami, ich kultura pokazuje, że są Irańczykami, a dokładniej Sarmatami. Podczas gdy haplogrupa mówi nam coś trzeciego. Przynajmniej na początku byli grupą paleo-syberyjską, ponieważ ta haplogrupa nie występuje ani u Turków, ani Proto-Turków, występuje u bardziej starożytnych ludów, które są jeszcze bardziej na wschód od nich i są bardziej związane z Indianami amerykańskimi niż z Grupy europejskie.Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale to pierwszy wynik, jaki otrzymujemy - grupa pochodzi ze wschodniego wybrzeża jeziora Bajkał, skąd pochodzi w epoce brązu.W przypadku DNA mitochondrialnego mamy dwa wyniki - to, co jest przekazywane przez linię matczyną, to haplogrupa mitochondrialnego DNA - U5a2a. To haplogrupa znajdująca się w co drugim kopcu scytyjskim w Eurazji. Jak dotąd w starożytności, cokolwiek zostało przypisane ludziom z tą haplogrupą, pochodzą one tylko z kopców scytyjskich i znikąd. Osoby z tej grupy zostały znalezione od Pazirik w Ałtaju po Glinoe, które znajduje się w Mołdawii.Tutaj chcę skupić się na Glinoe, czyli starej kulturze scytyjskiej w Mołdawii, która formalnie zniknęła, została zniszczona pod koniec II wieku pne. Jest podejrzanie blisko i stoi na drodze protobułgarom Asparuhov, a także wchodzi w zakres Starej Wielkiej Bułgarii. Zsekwencjonowanych jest 11 osób, 6 z nich pochodzi z tej samej haplogrupy, którą zidentyfikowaliśmy zarówno w Pierwszym, jak i Drugim Królestwie Bułgarii. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że ta haplogrupa jest oczywiście nadal obecna w Bułgarii. Jest całkowicie związany z migracją grup scytyjskich od czasów starożytnych, od 1500 roku pne. do około 2 wieku pne.
To są pierwsze wyniki, ale muszę zrobić trzecie zastrzeżenie - to człowiek z końca Pierwszego Królestwa Bułgarii. Możemy o nim mówić jako o osobie o potencjalnym proto-bułgarskim pochodzeniu, ale może też być Słowianinem pochodzącym z terenów Avar Haganate, być może z ojcem Awarów lub pradziadkiem, który mógł pochodzić z Dalekiego Wschodu. A ta haplogrupa, scytyjska, występuje również w wielu współczesnych słowiańskich grupach etnicznych, więc nie mogę w tej chwili wykluczyć, że faktycznie mówimy o szkielecie słowiańskiego wojownika lub przynajmniej o przedstawicielu słowiańskiej grupy etnicznej z dwóch głównych elementów składowych Pierwszego Królestwa Bułgarii.
To bardzo interesujące, ile nowych danych może wyjść i ile nowych pytań możemy zacząć sobie zadawać, co naprawdę się wydarzyło i jak Bułgarzy mają coś wspólnego z Indianami w Ameryce.
Tubylcom w ogóle się to nie spodoba. *Śmiech*
Tak, absolutnie. Ale właśnie to dają nowe technologie - nowe odpowiedzi, po których z pewnością zadamy jeszcze więcej pytań. Ale Twoim zdaniem, jako specjalista, ile nowych testów trzeba wykonać, aby uzyskać mniej lub bardziej normalny obraz tego, co stało się z proto-Bułgarami, lub przynajmniej mieć jasne wyobrażenie o tym, skąd pochodzą proto-Bułgarzy na tej ziemi, z ilu plemion i tak dalej?
Cóż, im więcej, tym lepiej, powinno być. Ale myślę, że w kolejności uzgodnionej z Harvardem wystarczy od 200 do 500 próbek.Teraz chcę wyjaśnić, że badanie będzie dotyczyło nie tylko proto-Bułgarów, chociaż są oni niezwykle centralną kwestią. Omówi również pochodzenie Słowian bałkańskich i wkład starożytnych grup żyjących na Bałkanach, takich jak Trakowie, Ilirowie, Peoni, Macedończycy, a nawet niezwykle interesujące grupy z epoki brązu. W rzeczywistości mamy już dla nich pierwsze wyniki. Jak dotąd była to sekcja protobułgarska, mamy pierwsze wyniki dla sekwencjonowanych Traków oraz prawdopodobnie sekwencjonowanych pochówków hetyckich i trojańskich z terytorium Bułgarii.Ale wyniki są nadal niepublikowane, a czytelnicy Bulgarian Science są praktycznie pierwszymi, którzy dowiadują się o nich. Są bardzo ciekawe i w tej chwili bardzo się waham, jaką częścią z nich podzielić, bo nie ma publikacji i obecnie bardzo intensywnie nad tym pracujemy. Ale mamy wyniki z kultury Ezero, z południowo-wschodniej Bułgarii, która pochodzi z wczesnej epoki brązu i która wydaje się łączyć ludzi tej kultury z przyszłymi Hetytami i Trojanami. Zostało to wielokrotnie potwierdzone przez archeologię i było znane od co najmniej pół wieku. Ale teraz widzimy paralele genetyczne między nimi. Niektóre z tych starożytnych grup z epoki brązu w taki czy inny sposób przetrwały do ​​dziś w naszym kraju Bułgarzy, ponieważ posiadamy również pewną ilość krwi i genów od tych samych ludzi, być może w przedziale od 5 do 10%, co nas łączy z Hetytami, starożytną Anatolią i Trojanami.
Wyniki są przetwarzane na ogromną skalę, zanim zostaną opublikowane, ale od teraz wśród nich są ogromne ciekawostki. Jeden z nich pochodzi z nekropolii w Merichleri ​​z wczesnej epoki brązu, a z drugiej nekropolii w Caribrod (starsza) są to nekropolie kopców z kultury Jamna na Kaukazie, ludzi, którzy migrowali tu w Bułgarii i są połączeni między ty jesteś. Pochodzili z haplogrupy R1a, czyli Z-93, która jest ponownie haplogrupą Scytów, ale bardziej plemion indo-aryjskich, przyszłych Indo-Aryjczyków, którzy później podbili Indie. Ale wydaje się, że jedno z plemion kultury Jamny zbłądziło i przybyło na Bałkany zamiast udać się do Indii. I tak przez przypadek, skoro archeolodzy i genetycy wybrali spośród 260 kurhanów z tego okresu, wybrali tylko 3-4 i natknęli się dokładnie na tę niezwykle starożytną grupę, która pochodzi z czasów, zanim grupa indoeuropejska została podzielona na Irańczycy, Indianie i Słowianie byli wtedy jeszcze jednym ludem z tymi samymi genomami. I tak, jedna z tych grup należy do plemion Traków, które nazywamy, ale to nie są Trakowie. Mamy wyniki zarówno z wczesnej epoki żelaza, jak i późnej epoki brązu, które prawdopodobnie są trackie, ale na tym etapie zachowam je w tajemnicy, ponieważ nie chcę prowokować spekulacji.
Mamy również wiele interesujących wyników ze środkowej epoki brązu, które łączą populacje dzisiejszej Bułgarii z przyszłymi Mykeńczykami. Bułgaria w epoce brązu to skarbnica genów, a także skarbnica materiałów archeologicznych. Z genetycznego punktu widzenia widzimy tu trajektorie wielu interesujących populacji, najbardziej absurdalne są Indo-Aryjczycy, ale także mykeńscy Grecy, którzy musieli skądś przybyć do Myken. Ich możliwe trajektorie przebiegają przez Azję Mniejszą lub przez Bałkany. Na tym etapie wydaje się, że przeszli przez Bułgarię, mieszkali tu przez kilka stuleci, a następnie zeszli na południe, gdzie połączyli się z mieszkańcami Krety minojskiej, tworząc kultury achajskie i mykeńskie oraz pierwszą cywilizację greckojęzyczną w region Morza Egejskiego.Jest o wiele więcej wyników, ale jak powiedziałem, duży nacisk kładzie się na protobułgarów i Słowian. I jeszcze jedno, o czym zapomniałem dodać - mamy jeszcze jednego z sekwencjonowanego proto-Bułgara, który jest jednak jednym z Bułgarów Alcek na Węgrzech. I tu spieszę powiedzieć, że stoi to w pewnej sprzeczności z haplogrupą z jeziora Bajkał, ale ten człowiek jest w 90% identyczny ze współczesnymi Bułgarów i kojarzony jest z Alanami kultury słonowo-majackiej, co sugeruje, że to proto-bułgarskie plemię opuściło je dawno temu. od jeziora Bajkał. Nie wiemy nawet, czy zaczęli tam od etnonimu Bułgarzy, czy innego. Ale na Kaukazie zmieszał się z grupami alańskimi, sarmackimi, a nawet kaukaskimi, a rdzeń, rdzeń proto-Bułgarów, przynajmniej sądząc po szkielecie bułgarskiego Alcek, ten rdzeń nie pochodzi z Bajkału. Jest w tym niuans, którego nie można pomylić, ponieważ łączy nas z Indianami. Ale powiedzmy tak - 9/10 historii populacji tego plemienia minęło na Kaukazie, w środowisku sarmacko-alańskim i kaukaskim. Najciekawsze dla mnie było to, że ten człowiek jest prawie nie do odróżnienia od współczesnych Bułgarów, co sugeruje, że albo proto-Bułgarzy zmieszali się ze Słowianami na Węgrzech, albo w rzeczywistości są znacznie większym składnikiem współczesnego narodu bułgarskiego, niż myślimy, że są. byli małym plemieniem. A kiedy patrzę na proto-Bułgara z VI lub VII wieku, jak bardzo jest on blisko współczesnych Bułgarów pod względem genetyki populacji, to mówi mi coś, co wielu innych uważa, że ​​proto-Bułgarzy mają bardzo znaczący wpływ genetyczny na współczesnych Bułgarów, a my jesteśmy na pierwszym miejscu Proto-Bułgarzy. Ale to jest coś bardzo wstępnego i nie potwierdzają tego wyniki Pierwszego Królestwa Bułgarii, pochodzi ono z Węgier. Nie przeanalizowaliśmy jeszcze autosomalnego DNA z tego miejsca, o którym osobiście oczekuję, że powiem to samo, ale najpierw musimy to zobaczyć.
Mnóstwo interesujących rzeczy, odpowiedzi na pytania, które każdy sobie zadawał, gdy był w szkole lub na uniwersytecie, ale oto współczesna nauka, która jest w stanie odpowiedzieć na wiele pytań. Dziękuję za szczegółowe odpowiedzi, chociaż materiałów do przetworzenia jest jeszcze sporo. Kiedy spodziewać się pierwszych dużych publikacji w Science, Nature ?
2021 będzie najwcześniej. Ale mogę was zapewnić, że nauczysz się ich wcześniej, a życia i zdrowia będziemy mogli je skomentować, zanim pojawią się w Nature and Science .Dziękuję za rozmowę i chcę skorzystać z okazji, aby zwrócić się do bułgarskich archeologów i bułgarskich miłośników historii. Potrzebujemy pomocy, to jedno. Po drugie, historia Bułgarii jest pełna nierozwiązanych kwestii związanych z różnymi populacjami i wydarzeniami historycznymi. Przyjaciele i współobywatele, jeśli ktoś z was ma nierozwiązany problem, którym chce się zająć, teraz jest na to czas. Sytuacja jest niezwykle korzystna, aby rozwiązać jak najwięcej problemów z punktu widzenia genetyki populacji. Sekwencjonowanie starożytnego genomu kosztuje 10 000 dolarów, a laboratorium w ramach projektu zrobi to za darmo, o ile będzie miało nad czym pracować. Jeśli ktoś ma pomysł lub koncepcję czegoś, co może zostać udowodnione przez genetykę, proszę skontaktować się z Petarem Teodosievem lub ze mną, aby omówić sprawy. Wiem, że w Bułgarii nikt nie ma dość pieniędzy, ale jeśli ktoś uważa, że ​​jest w stanie pomóc sfinansować projekt od strony bułgarskiej - więcej środków oznacza więcej sekwencjonowania szkieletów z Bułgarii i więcej odpowiedzi. Nie krępuj się, jest to dostępne okno, które było otwarte tylko przez trzy miesiące i zostało przedłużone do Nowego Roku, o ile można tworzyć sekwencje. W tym czasie możemy uporządkować w zasadzie wszystko, o co ktoś prosił starożytność, ale aby rozwiązać konkretny problem historyczny.
Uważam, że jest wielu historyków i archeologów, którzy mają dane o tym, gdzie znajdują się szkielety i jak należy je pobrać, co się stało i kim jesteśmy, skąd pochodzimy, dlaczego tu jesteśmy. Wierzę, że wiele osób zadaje te pytania i przydałoby im się to okno, które oferuje teraz Harvard.
Powtarzam - to teraz nasza jedyna szansa! Mam nadzieję, że jak najlepiej to wykorzystamy. Ponieważ próbki zostaną wykonane, a to, co jest teraz zebrane, będzie analizowane przez bułgarskich historyków i archeologów przez wiele lat i mam nadzieję, że będzie o tym publikowane przez dziesięciolecia.Jestem winowajcą, oczywiście nieskromnie mówiąc, i czasopismo Bulgarian Science, które wystąpiło z inicjatywą skontaktowania się z laboratorium dr Reicha. No i oczywiście życzliwość samego dr. Reicha i jego zrozumienie, że warto pomagać i że on sam może się wiele nauczyć o naszej historii, co jest niezwykle interesujące.

Mówił Svetoslav Stamov, a tu można zobaczyć pierwszy artykuł naukowy na ten temat - http://duke.academia.edu/SvetoslavStamovArcheolodzy bułgarscy we współpracy z genetykami z Uniwersytetu Harvarda badają pochodzenie Bułgarów - w filmie prezentujemy pierwsze wyniki. Bułgarska Organizacja Naukowa to NIM (Narodowy Instytut Archeologiczny z Muzeum w BAS), a po stronie amerykańskiej profesor David Reich z Laboratorium Archeogenetycznego na Harvardzie i słynny archeolog dr David Anthony z pomocą Svetoslav Stamov.
submitted by przyrodnik to Praslowianie [link] [comments]


2020.04.01 16:26 whatisgoingonhereoy Trzezwe spojrzenie na epidemie wyrazone spoza Polski

https://docs.google.com/document/d/e/2PACX-1vTXKH16abh9g_Savt1H0dIEkiP_qXkJjzTQqmNXiTx9OgRpdpUYEulLkwR37L8cSwCZtllYp16Dbng5/pub?fbclid=IwAR3BWmS0QSoQBq7uH_LJ0-gHA4jWhn8962bmO-FmBUzDncB1F_JkxL_vw4s

Sars2 Covid-19 dla ludzi w pośpiechu
Począwszy od wyjaśnienia dowcipnego tytułu. Ludzie od zawsze oswajali się z zagrożeniem poprzez humor. To powiedziawszy ten tekst nie jest komedią ani parodią; jego celem jest próba ujęcia w prostą, pozbawiona naukowego zargonu forme skomplikowanego zjawiska jaka jest pandemia wirusa Covid19
Chciałbym podkreślić fakt, że nie jestem naukowcem, a nawet dziennikarzem, dlatego sposób, w jaki przedstawiam fakty, może być błędny lub niepełny i nie powinien być przyjmowany ponad żadne oficjalne i wiarygodne źródła.
Dlaczego nie możemy dobrze przewidzieć, ile czasu zajmie rozwiązanie pandemii?
Można to rozwiązać na kilka sposobów:
1 Szczepienie - to najbardziej optymistyczny scenariusz. Skala czasu 18–24 miesięcy.
2 Odporność stada - utrudnia ją dystans społeczny. To w pewnym sensie było celem surowych środków. Dzikie rozprzestrzenianie się bez ograniczeń przyniosłoby najszybszą odporność stada, ale byłoby osiągnięte kosztem wysokiej liczby zgonów. W zależności od dostępności testu serologicznego - tych, które mogą stwierdzić, czy ktoś został niedawno zarażony i ma odporność i przy założeniu: a) braku reinfekcji b) niskiej mutacji wirusa, prawdopodobnie wrócilibyśmy w ciągu 2-3 miesięcy z segregacją populacji i ochroną wrażliwej części społeczeństwa.
3 radzenie sobie bez szczepionki ani testu serologicznego
Ten scenariusz, osobiście uważam za najbardziej prawdopodobny, stawia nas w sferze radzenia sobie z pierwszą falą Covida teraz i prawdopodobnie kolejnych fal epidemii. Może ostatecznie ustabilizować się jako część naszej egzystencji, z milionami ofiar śmiertelnych w przeciągu dziesięciu lat. Równie trudno jest powiedzieć, jak zareaguje na to każdy poszczególny rząd, ale od czasu do czasu możemy sobie wyobrazić lokalne strefy zamknięte i tymczasowa globalną kwarantannę jako normalność.
W tym miejscu chciałbym rozwinąć kilka podstawowych komplikacji dla każdego ze scenariuszy.
Szczepienia
Na wstępie Covid-19 jest retrowirusem, co oznacza, że ​​jego dziedziczną częścią jest RNA, pojedyncza nic kwasów nukleinowych. Innym rodzajem wirusa jest wirus wykorzystujący DNA jako część kodującą informacje. DNA ma wbudowany mechanizm korekcji, który spowalnia mutację i zapobiega zmianom w kodzie. Oznacza to, że Covid-19 jest bardziej podobny do HIV, HCV niż do ospy. Aby powiedzieć więcej, Covid-19 jest częścią rodziny 6 innych ludzkich koronawirusów, a 4 z nich są odpowiedzialne za przeziębienie, nie mogliśmy do tej pory wyprodukować dla nich szczepionki.
Ktoś może zapytać, co z grypą? Mamy szczepionki na grypę !! Mimo ze grypa jest najprawdopodobniej szybciej mutujaca, niz Covid szczepionka na nia jest malo skuteczna a jej wprowadzenie zajelo nam ponad 10 lat. Mimo ze bardzo chciałbym wierzyć w wysoce skuteczną szczepionkę przeciwko Covid-19 za dwa lata, bardzo w to wątpię.
Test serologiczny, test molekularny.
Infekcje wirusowe można wykryć na dwóch różnych poziomach.
Test molekularny, test antygenowy
Możemy złapać wirusa podczas działania, pobierając próbki wymazów z ust, tylnej części gardła, dostarczając je do laboratorium i skanując cząsteczka po cząsteczce w celu znalezienia części RNA wirusa lub nie. Znajdując kod RNA wirusa w próbce, oznaczamy go jako pozytywny, gdy nie znajdujemy wirusowego RNA pasującego do naszej matrycy Covid-19, oznaczamy go jako negatywny.
Według mojej najlepszej wiedzy proces ten jest prawie w 100% dokładny i nie dostarcza rutynowo fałszywych negatywów. Mówiąc o tym, wiele próbek jest albo źle traktowanych (jest to dość delikatny wirus łatwo usuwany przez światło słoneczne), albo pobieranych w sposób, który nie przechwytuje wirusa w próbce. Dlatego widzimy 30-50% dokładności testów serologicznych. Gdyby wirus został pobrany w próbce krwi (w tym przypadku niemożliwe), w normalnych warunkach, bez pośpiechu, ten test dałby wydajność 99%.
Przeciwciała, test genetyczny
Gdy wirus wchodzi do nowego gospodarza, uruchamia układ odpornościowy w celu budowy nowych związków: przeciwciał i receptorów na komórkach T. Na poziomie molekularnym możesz myśleć o nich jako o wspólnym punkcie połączenia powierzchni wirusa i elementu układu odpornościowego.
Przeciwciała zmieniają swój kształt i próbują dopasować się jak brakujące klocki Lego do łatek wirusowej powierzchni. Rozpoznanie ich odpowiedniego kształtu i wyprodukowanie wystarczającej ilości zajmuje trochę czasu.W pewien sposób determinuje to długość i skalę dolegliwości przebiegu choroby. Receptory na komórkach T umożliwiają największemu elementowi układu odpornościowego rozpoznawanie związków wirusowych zarówno żywych, jak i pokonanych przez przeciwciała, w celu ich transportu na zewnątrz układu gospodarza (zarówno kaszel jak i usuwanie poprzez mocz i/lub kal) .
Oba te elementy układu odpornościowego można wykryć za pomocą testów (praktycznie jest to dużo prostsze badając przeciwciała) i mogą one wskazywać, że dana osoba jest odporna na infekcję. To jest sposób na właściwe zbadanie prawdziwego rozprzestrzeniania się pandemii i moja największa nadzieja na przejęcie kontroli nad sytuacją.
Parę słów o: sezonowości, reinfekcji i prawdopodobnego odsetka zgonów w perspektywie długoterminowej.
sezonowość - wszelkie prognozy tego zjawiska są daremne, jest to nowy wirus, który właśnie przeskoczył ze zwierzęcia na człowieka. Jeśli ma ewolucyjnie zaprogramowany mechanizm sezonowości nie jest ona oparta na ludziach. Być może sezonowość była dostosowana do życia nietoperza gdzieś w jaskini w środkowych Chinach, ale nie było czasu na selekcję adaptacji napędzanych przez tryb zycia człowieka. Jeśli jest jakiś czynnik, o którym warto wspomnieć, a nie pokładam w nim wielkiej nadziei, jest to mechanizm podobny do scenariusza, w którym powłoka wirusowa jest bardzo podatna na degradację pod wpływem UV. Zatem występuje sezonowość w zależności od czasu nasłonecznienia i intensywność ekspozycji na UV. Może się zdarzyć, że im więcej wyjdziemy na słońce, tym bardziej narażamy wirusa na promieniowanie UV, tym mniej go unosi sie, tym krótszy jest jego czas życia poza gospodarzem. Jak dotąd nie widzimy niższych wartości transmisji w cieplejszym i suchym klimacie.
Reinfekcje - istnieją sprzeczne i rzadkie, anegdotyczne przypadki reinfekcji. O ile możemy winić niską dokładność testu za ewentualne „reinfekcje”, jest coraz więcej przypadków powrotu ozdrowieńców, którzy po dłuższym czasie testują wynik dodatni gdy powracają do szpitali z innymi niz Covid przypadłościami. Te przypadki są ważne, należy na nie uważać. Ponieważ możliwość wystąpienia bezobjawowych superroznosicieli niszczy podstawy wszystkich naszych środków zaradczych: odporność na stada, segregację serologiczną i skuteczną szczepionkę.
Odsetek Śmierci - zgłaszane są różne raporty, od 0,4% w Niemczech do tak wysokich jak modelowana wartość 30%. Dla mnie najbardziej pouczający jest rzeczywisty eksperymentalny odsetek rozwiązanych przypadków. Ta metryka dynamicznie uwzględnia możliwości systemów opieki zdrowotnej, dystans społeczny, oraz inne znane i nieznane zmienne. Podejście to ma słabą stronę, w początkowym okresie pandemii, a zwłaszcza w bardziej szczegółowej iteracji, tak jak w przypadku poszczególnych krajów, będzie oddalona od ostatecznej wartości. Wiedząc o tym, możemy spojrzeć na
📷
To jest 195 000 przypadków, znaczna próba z całego świata, dająca nam 19% przypadków rozwiązanych w postaci śmierci, a 81% jako powrót do zdrowia. Obejmuje to znaczną część raportów z Chin, które prawdopodobnie są zmanipulowane (jeśli są zmanipulowane to raczej zaniżają śmiertelność)
Dlaczego podobni ludzie różnią się w przebiegu choroby?
Ten rozdział i niektóre jego części są w dużej mierze spekulacyjne, ale powinny dawać wskazówki we właściwych kierunkach myślenia.
Zgodnie z danymi z SARS 1 i najnowszymi doniesieniami z Włoch, pracownicy służby zdrowia chorują częściej i ciężej niż ogół populacji, oraz ​​ich śmiertelność jest wyższa, podobnie jak nasilenie objawów. Łatwo jest poradzić sobie z pierwszą częścią: lekarze i pielęgniarki są narażeni na większą liczbę molekuł wirusa (gęstość ekspozycji) i dłużej sa na niego eksponowani niż ogół społeczeństwa. Zrozumiałe jest, że chorują częściej niż przeciętny człowiek. Druga część jest trudniejsza do udzielenia odpowiedzi, ponieważ przy podstawowym zrozumieniu, kiedy wirus zaczyna wykorzystywać komórki gospodarza do reprodukcji, może ona jedynie wpływać na czas wystąpienia objawów. Nie powinna mieć wpływu na nasilenie objawów ani śmiertelność. Aby spróbować zamodelować mechanizm, w którym ekspozycja ma znaczenie, musielibyśmy wziąć pod uwagę możliwe sposoby wejścia, efekt burzy cytokinowej, reakcję autoimmunologiczną.
Jak wspomniano wcześniej, jest to część wysoce spekulacyjna.
Możliwe sposoby wejścia.
Ponieważ Covid 19 przeżywa w kropelkach na powierzchni, w powietrzu i najprawdopodobniej w odchodach. Pojawiły się doniesienia o zanieczyszczeniu SARSem zasobów wody we wcześniejszym wybuchu. Uważamy za najbardziej typowy sposób przedostania się wirusa do układu oddechowego, w którym ostatecznie jako najcięższy objaw powoduje zapalenie płuc. Innymi sposobami wejścia do tego samego miejsca byłyby twoje oczy, ponieważ mają one połączenie przepływu cieczy z nozdrzami i mogą służyć jako kanał wprowadzania.
Innym sposobem zarażenia wirusem byłoby zepchnięcie go do przewodu pokarmowego poprzez dosłowne połknięcie go. Dlatego mycie rąk jest tak ważne. Istnieją doniesienia o korelacji objawów trawiennych z bardziej surowym przebiegiem choroby i wyższym współczynnikiem zgonów.
Burza Cytokinowa
Jest to zjawisko, w ktorym nasz układ odpornościowy, głównie gdy napotyka nowy patogen, wytwarza tak wysoką reakcję, że destabilizuje wszystkie inne układy. Poziomy hormonalne, naprawa i produkcja komórek oraz zakłóca mikrobiologiczny ekosystem w naszych ciałach (tzw dobre bakterie).
Powoduje to co najmniej ciężką chorobę, ale często śmierć. Może ostatecznie wywołać reakcję autoimmunologiczną.
Odpowiedź autoimmunologiczna
Jest to proces, w którym wytwarzane przez zarażonego przeciwciała obracają się w celu zaatakowania tkanki organizmu. Pojawiły się doniesienia z Hongkongu o leku, którym próbowano leczyć przypadki Covida. Powodował on (lek) reakcja autoimmunologiczna ukierunkowana na tkankę serca, co spowodowało zgony z powodu zatrzymania krążenia. Nie ma doniesień o wywołanych przez wirusa odpowiedziach autoimmunologicznych ukierunkowanych na określone narządy lub tkanki. Ale możemy sobie wyobrazić pojedyncze przypadki, w których silny, szeroko wyszkolony układ odpornościowy rozwija taką reakcję.
Gęstość wtargnięcia do komórki
Prawdopodobnie może to mieć niewielki lub żaden wpływ na nasilenie lub śmiertelność, ale warto zauważyć, że gdy początkowe obciążenie wirusem jest większe, może ono wniknąć głębiej w ciało w krótszym czasie i atakować więcej komórek na wiele sposobów. (np. płuca i gardło jednocześnie oraz żołądek ).
Aby odpowiedzieć na wstępne pytanie dotyczące lekarzy i pielęgniarek, być może wszystkie powyższe charakterystyki są przesunięte na niekorzyść tej grupy. Powyższe punkty rzucają też światło na to dlaczego indywidualny przebieg choroby może być tak diametralnie różny u osób o podobnym profilu fizycznym.
Published by Google DriveReport Abuse–Updated automatically every 5 minutesWelcome to the Grammarly beta for Google Docs!Sign up to turn on Grammarly suggestions in your Google Docs.Sign upAlready have an account? Log in
submitted by whatisgoingonhereoy to koronawirus_polska [link] [comments]


2020.02.17 15:13 BlackDevil13 Politycy, ministrowie, dziennikarze… Piotr Nisztor – grający na wiele frontów kapuś, sprzedawczyk i marionetka.

Tekst pochodzi ze strony Polska 3.0.pl

Politycy, ministrowie, dziennikarze…
Piotr Nisztor – grający na wiele frontów kapuś, sprzedawczyk i marionetka.
Publikuję prawdę, która zatrzęsie ich światem.
Piotra Nisztora, młodego wtedy adepta dziennikarstwa, poznałem na przełomie 2012 i 2013 roku w Hotelu Sejmowym. Często bywał w otoczeniu Jana Burego, z którym wiązał nadzieję na dużą współpracę. Przypominał wtedy chłopca na posyłki, mającego jednak ambicje na dużo więcej. Jan Bury w tym okresie był wzorem człowieka wszechmogącego.
To dzięki niemu PSL zmienił spolegliwego lidera Waldemara Pawlaka na Janusza Piechocińskiego.
To Jan Bury uratował koalicję PO-PSL, gdy nie była już ona prawie w stanie rządzić.
Także dzięki niemu do PSL przyszli politycy, którzy opuścili szeregi Janusza Palikota.
Piotr Nisztor dostarcza Janowi Buremu poważnie obciążające materiały i nagrania, które kompromitują zarówno dziennikarzy, jak i polityków.
To właśnie Piotr Nisztor wyposaża Władysława Serafina (szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych) w urządzenie do nagrywania.
W efekcie nagrań, do dymisji podał się ówczesny Minister Rolnictwa, Marek Sawicki.
Piotr Nisztor w tym okresie przynosi Buremu nagrania Waldemara Pawlaka, Rafała Baniaka, Radosława Sikorskiego, a także dokumenty i emaile od Jana Pińskiego – dziennikarza, który przygotował w tym czasie obszerny materiał na temat czarnych biznesów Jana Burego i powiązanych z nim spółek.
Zebrany materiał jest na tyle mocny, że Piotr Nisztor rośnie w oczach otoczenia Burego i chwali go również sam wicepremier Janusz Piechociński.
Dziennikarz za lojalność otrzymuje 80 000 zł, które wręcza mu przyjaciel Jana Burego.
Nisztor prosi Jana Burego, aby ten pomógł mu w oczyszczeniu z zarzutów jego ojca Zdzisława Nisztora, za którym ciągną się sprawy związane z Rafinerią Jasło, w której od listopada 2006 roku był prezesem.
Doniesienie do prokuratury wniósł wtedy były rzecznik prasowy Rafinerii Jasło, Marcin Zachowicz.
Zdzisław Nisztor oddał grupie przestępczej, która obracała paliwami – za bezcen (!) jak się później okazało, linie technologiczne warte kilkadziesiąt milionów złotych, należące do SSP Lotosu Jasło.
Zdzisław Nisztor oskarżony był również o wyprowadzenie kilkudziesięciu milionów z Lotosu Jasło, kiedy przeprowadzał restrukturyzację spółki.
Wtedy też nastąpiły grupowe zwolnienia pracowników i przejęcia nieruchomości przez zorganizowaną grupę przestępczą z Trójmiasta.
Wszechwładny Jan Bury, dzięki swoim układom oczyścił z zarzutów Zdzisława Nisztora, a wszystkie jego sprawy zostały w tajemniczy sposób umorzone i zamiecione pod dywan.
Piotr Nisztor nie spoczywa na tym sukcesie. Proponuje Janowi Buremu założenie tygodnika podobnego do Agory, gdzie do redagowania zaprosi topowych polskich dziennikarzy.
I tak we wrześniu 2013 roku powstaje magazyn „7 Dni Plus Tygodnia”, którego Nisztor zostaje redaktorem naczelnym.
Choć magazyn jest totalną klapą, dziennikarz zostaje na jego czele (aż do stycznia 2014 r.).
Głównym fundatorem pomysłu Piotra Nisztora jest przyjaciel Jana Burego, Andrzej Wilamowski, który wykłada na ten cel ponad 1 400 000 zł.
Wszyscy są zaskoczeni i zdziwieni postawą Piotra Nisztora, że wciąż utrzymuje współpracę z Janem Burym, który zaczyna mieć w tym czasie poważne kłopoty.
Już na przełomie 2012 i 2013 roku całe podkarpackie środowisko Burego jest na celowniku CBA.
W tym okresie funkcjonariusze CBA prowadzą pierwsze przeszukania. 22 kwietnia 2013 roku zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA przyjaciel Jana Burego, marszałek Województwa Podkarpackiego, Mirosław Karapyta.
W Lublinie marszałek otrzymuje pierwsze zarzuty za przyjmowanie łapówek i żądania prezentów.
Pojawia się również kontekst gwałtów.
Na początku maja w ekskluzywnej restauracji Osteria, w Warszawie, Andrzej Wilamowski organizuje spotkanie, w którym uczestniczą prokuratorzy Marek Staszak, Józef Piechota, Zbigniew Niezgoda i Jan Bury (jest to restauracja, którą często odwiedza Wilamowski).
Andrzej Wilamowski nie wie, że właśnie w tej restauracji rozlokowane są podsłuchy i że całe nagranie z tego spotkania Nisztor przekaże Mariuszowi Kamińskiemu.
Był to dowód na to, iż sędzia Marek Staszak przekazywał Janowi Buremu wyniki toczącego się śledztwa w sprawie Karapyty.
PIOTR NISZTOR – ABW I „UCHO MOSKWY”
Jan Bury organizuje Piotrowi Nisztorowi w Hotelu Sejmowym spotkanie z Mirosławem G., wysokim funkcjonariuszem ABW.
Dziennikarz, poznaje wtedy mecenasa z Krakowa, który jest desygnowany przez Włodzimierza Kosiniaka-Kamysza na szefa ABW, a także Pawła Jandę (przyjaciela Jana Burego z Podkarpacia), którego Jan Bury osobiście desygnował na stanowisko w Trybunale Stanu.
Za czasów, kiedy ministrem sprawiedliwości był Jarosław Gowin, Paweł Janda otrzymał propozycję objęcia z ramienia PSL tekę wiceministra sprawiedliwości.
Piotr Nisztor jest w tym okresie wpatrzony w Jana Burego i podziwia to, w jaki sposób potrafi on dbać o interesy swoich przyjaciół, jednocześnie zarządzając partią. Często go naśladuje.
Po dostarczeniu przez Nisztora kolejnych „haków” i kompromitujących nagrań Janowi Buremu, na których znajdują się: politycy, funkcjonariusze służb oraz oficerowie Wojska Polskiego, Jan Bury z przyjaciółmi postanawia rozwiązać kolejny ważny problem związany z materiałami przynoszonymi przez Nisztora.
– Ponieważ często materiały dostarczane przez dziennikarza są słabej jakości (tak jak nagrana przez Nisztora rozmowa z Giertychem i Pińskim, 18 sierpnia 2011 roku, czy tydzień później – podsekretarza stanu w MG Rafała Baniaka z Marcinem F.), Jan Bury proponuje Piotrowi Nisztorowi zupełnie inną współpracę.
Zapoznaje Nisztora ze swoim bliskim przyjacielem z Podkarpacia, z którym ma spółkę produkującą elektronikę do ekskluzywnych niemieckich samochodów.
Spółka ta jest zarządzana w tym okresie przez księgowego Jana Burego, który zarządzał wieloma jego przedsięwzięciami.
Piotr Nisztor dostanie sprzęt, który nie będzie potrzebował tak wielkich ingerencji w poprawienie jakości nagrania jak dotychczas.
Zasady są klarowne – za każde informacje Piotr Nisztor będzie otrzymywać sowite wynagrodzenie, plus comiesięczną pensję.
Po podpisaniu dokumentów, „dziennikarz” Piotr Nisztor zostaje zwerbowany przez ABW, a jego oficerem operacyjnym zostaje Mirosław G.
Wcześniej między innymi podobne urządzenia były wykorzystywane w restauracji Andrzeja Kisielińskiego – „Lemongrass”, która działała od 2005 do 2011 r.
W tym miejscu należy dodać, iż Andrzej Kisieliński od 2000 do 2005 roku był dyrektorem finansowym polskiego oddziału rosyjskiego koncernu Łukoil.
Restauracja Lemongrass była komórką nadzorowaną przez rosyjski wywiad wojskowy.
Przez rezydentów kontrwywiadowczych rosyjskiego wywiadu zostanie nazwana „Uchem Moskwy”.
W 2011 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zlokalizuje podsłuchy w ścianach restauracji, po czym lokal zostanie zamknięty.
Piotr Nisztor wraz z Bogusławem P. zaufanym człowiekiem Jana Burego wyjeżdża rządową limuzyną na parę dni do fabryki „na Podkarpacie”. Zostaje tam przeszkolony w zakresie obsługi i eksploatacji urządzeń podsłuchowych.
To właśnie w tej fabryce powstają profesjonalne urządzenia podsłuchowe, które są wykorzystywane do podsłuchiwania najważniejszych osób w państwie.
Dziennikarz został przeszkolony również przez Mirosława G. (ABW), aby udzielić pełnych wskazówek co do bezpieczeństwa całej akcji pod kryptonimem „Halo Jackie””
Nisztor ma również zagwarantowany „bezpiecznik” na wypadek, gdyby sprawa wyszła na jaw. Już z założenia kozłem ofiarnym ma zostać kelner współpracujący z Markiem Falentą – Łukasz N., który był wspólnym mianownikiem dla restauracji w których funkcjonowały podsłuchy (był on informatorem ABW, który „dorabiał na boku”)
PIOTR NISZTOR I MAREK FALENTA
Piotr Nisztor często spotyka się z biznesmenem Markiem Falentą, którego poznał dzięki Andrzejowi Kleszczewskiemu.
Kleszczewski to biznesmen, któremu dziennikarz zawdzięcza sporo.
Tak naprawdę pierwsze poważne pieniądze zarabiał dzięki Kleszczewskiemu, który wykorzystywał dziennikarza śledczego (jak zaczął siebie nazywać Piotr Nisztor) do zwalczania swojej konkurencji.
Dobrze też za to płacił młodemu spolegliwemu dziennikarzowi. Andrzej Kleszczewski finansował też wykwintne przyjęcia urodzinowe Nisztora.
W zasadzie robili to na przemian wraz z Mariuszem Gazdą – szefem SKOK Wołomin, który też wspierał finansowo Nisztora.
Marek Falenta, biznesmen, który w owym czasie zasypia i budzi się z myślą o zniszczeniu „T3S” (Tusk, Sienkiewicz, Sikorski, Seremet), nie kryje, że zrobi wszystko, aby zniszczyć obecną władzę.
Opłaca „policjantów i ludzi pracujących w służbach”, którzy dostarczają mu pewnych informacji, z których korzysta też Piotr Nisztor.
Po powrocie z Podkarpacia, Nisztor oferuje Markowi Falencie zakup profesjonalnych urządzeń podsłuchowych, odpornych na system ACS3.
Ma ze sobą jeden profesjonalny zestaw, który w opakowaniu wygląda jak zabawka Jamesa Bonda.
Falenta płaci 300 000 zł za 67 zestawów w trzech ratach.
Oczywiście Piotr Nisztor dostaje powyższy sprzęt z Podkarpacia za darmo.
Wilamowski przekazuje 120 000 złotych Nisztorowi, aby ten zapłacił menadżerom i kelnerom restauracji, w których będą oni „pilnować” sprzętu.
W zasadzie za te usługi zapłaci Marek Falenta.
Jak widać, Nisztor w tej sytuacji znalazł się wspaniale, ponieważ w ciągu krótkiego okresu czasu dostał w gotówce prawie 500 000 zł.
Piotr Nisztor bryluje na salonach. Bardziej przypomina prezesa spółki skarbu państwa niż dziennikarza.
Nisztorem zainteresował się w tym czasie Główny Inspektor Informacji Finansowej, który przyglądał się wysokim przelewom, jakie na swe konto inkasował dziennikarz. Były to kwoty przekraczające 40 000 zł.
Wobec Nisztora prezes GIIF wysuwa podejrzenie prania brudnych pieniędzy. Piotr Nisztor zaczyna mieć poważny problem.
Jednak sprawa szybko została wyciszona i zamieciona pod dywan.
POLSCY POLITYCY NA ROSYJSKIM WIDELCU
Marek Falenta jest zaprzyjaźniony z wieloma osobami współpracujących z rosyjskim wywiadem
Niektórzy z nich z byłym wiceministrem Obrony Narodowej w rządzie PiS, Jackiem Kotasem (zaufaną, bliską osobą Antoniego Macierewicza).
Tutaj warto nadmienić, iż Restauracja „Sowa i Przyjaciele” należała w części do Grupy Radius, która współpracowała z rosyjskimi rezydentami i rosyjskim wywiadem wojskowym.
To była kolejna restauracja w systemie rosyjskiej operacji kontrwywiadowczej pod kryptonimem „UCHO MOSKWY”, gdzie najważniejsze informacje trafiały do najważniejszych urzędników Kremla.
Pomimo niepokojących informacji z Ambasady USA o inwigilacji polskich polityków, ówczesny zastępca ABW, płk. Jacek Gawryszewski lekceważy te informacje, jakże ważne dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.
Z Piotrem Nisztorem dosyć często kontaktują się oficerowie prowadzący z Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic, z którymi współpracuje od 2008 roku.
Robią to od czasu publikacji w Rzeczypospolitej artykułu ze „zmanipulowanym” nagraniem obciążającym prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Właśnie za ten paszkwil Piotr Nisztor jest nominowany do nagrody „MediaTory”.
Pewnie do tej pory Nisztor nie zdaje sobie sprawy, że spotkał się nie z biznesmenem Jakubem Olszańskim, który wręczył mu zmontowane nagranie, a z człowiekiem ze służb – Krzysztofem R., który współpracował z Mariuszem Kamińskim.
Cała sprawa miała pogrążyć prezydenta Sopotu i w pełni była kontrolowana przez gdańskie CBA. Omawiane spotkanie miało miejsce w restauracji w Krzywym Domku na sopockim Monciaku.
Po latach Karnowski zostaje uniewinniony, a Piotr Nisztor za ten incydent nigdy nie ponosi żadnych konsekwencji.
KSIĄŻKA O JANIE KULCZYKU
Pod koniec 2011 roku, na umówione spotkanie na Foksal zamiast Dawida Sęka, przychodzą ochraniarze Jana Kulczyka.
Nisztor jest blady jak ściana.
Nie spodziewał się takiej wizyty.
Zapytany – „wpierdol – czy nie wpierdol?”, wybiera to drugie.
Po krótkiej rozmowie podpisuje weksel in blanco na kwotę 1 500 000 zł oraz dokumenty, które mówią o tym, iż wyda książkę o Janie Kulczyku za odpowiednim wynagrodzeniem, której recenzentem będzie sam Jan Kulczyk.
Oczywiście Nisztor się zgadza i w 2015 roku wydaje książkę, która stawia najbogatszego Polaka w pozytywnym świetle.
W 2011 r., zaraz po incydencie z ludźmi Jana Kulczyka, wystraszony Piotr Nisztor postanowił zorganizować sobie ochronę. Przestraszony „dziennikarz” kontaktuje się z warszawską delegaturą CBA, która do współpracy skierowała funkcjonariuszy z Katowic i Trójmiasta.
Paweł Wojtunik, otrzymuje sygnał o wielu nagraniach, które posiada Piotr Nisztor, na których pojawiają się politycy i biznesmeni.
Sprawę bezpośrednio nadzorują wspólnie z wiceszefem CBA Maciejem Klepaczem, za zgodą ówczesnego ministra nadzorującego służby – Jacka Cichockiego.
Paweł Wojtunik, będzie dbał o kontakty z Piotrem Nisztorem, zwłaszcza, że sam będzie obawiać się utraty swojego stanowiska, wiedząc, że minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz otrzyma dokumenty w sprawie współpracy Wojtyniuka ze światem przestępczym Trójmiasta.
Premier Donald Tusk osobiście będzie interweniować w tej sprawie, po otrzymaniu oficjalnego pisma od byłego policjanta CBŚP, Jarosława Pieczonki ps. „Miami” .
Piotr Nisztor przekazuje wiele prywatnych nagrań i maile z donosami na swoich kolegów dziennikarzy.
Jest ich wiele.
Wśród nich są m.in. Jan Piński, Jarosław Sroka, Tomasz Sakiewicz, Michał Lisiecki, Piotr Kubiak. Najcięższe kieruje pod adresem Jana Pińskiego, który rzekomo jak twierdzi Nisztor ma współpracować z przestępcami.
Na urodziny Piotra Nisztora w 2013 roku przybyło wielu znamienitych gości ze świata polityki, biznesu, służb, dziennikarstwa. Przybyli także gangsterzy.
Nisztor potrafił się chwalić znajomościami, ba – często nawet po pierwszym spotkaniu przechodził na „Ty”. Pokazywał, że jest wszechmogący. Starał się przy tym wzorować na Jana Burego.
Na przyjęciu urodzinowym dziennikarza, można było zobaczyć m.in.: byłego dowódcę JW. GROM gen. Romana Polko, gen. Pawła Pruszyńskiego (byłego wiceszefa ABW), Piotra P. (były oficer kontrwywiadu WSI) wraz z Mariuszem Gazdą prezesa SKOK Wołomin, którzy na imprezę przynieśli pokaźny prezent.
Wraz z prezesem Gazdą pojawili się także politycy związani bardzo blisko z Jarosławem Kaczyńskim; m.in. prezes Kazimierz Kujda, (były prezes NFOŚiGW, Srebrna). Do zacnego grona imprezy dołączyli: płk Maćkowiak, płk Śledzik, Andrzej Wilamowski, Ernest Bejda (CBA), Marek Falenta, gen. Raczyński, mec. Darek Kapitan, Maciej Pszczółka, płk. Grzegorza Luksa (SG) z gromadką GROM-owców, Dariusz Wójcik (właściciel warszawskich klubów ze striptizem dla mężczyzn HUSTLER i VEGASCLUB), Dariusz Woźniak.
Jest także Mirosław G., funkcjonariusz ABW prowadzący Piotra Nisztora.
Ważną osobą, która pojawi się na przyjęciu jest Krzysztof Baszniak – były wiceminister pracy w rządzie Leszka Milera, który przybędzie w towarzystwie menadżerów Łukoilu, a także przyjaciel i informator Nisztora, Wojciech Janas – były oficer WSI i WSW, szkolony przez KGB.
Nikt z zaproszonych gości nie spodziewa się, że wszystkie imprezy jubilata Piotra Nisztora, są przez niego samego nagrywane.
Pod koniec 2013 roku, Marek Falenta wraz z Piotrem Nisztorem pojawiają się na przyjęciu opłatkowym Prawa i Sprawiedliwości. Spotkanie to organizuje Stanisław Kostrzewski, ówczesny skarbnik PiSu.
Spotkanie jest wcześniej uzgodnione z Mariuszem Kamińskim, który po powołaniu specjalnej grupy ds. podsłuchów przez Jarosława Kaczyńskiego, w lipcu 2013 roku, koordynuje bezpośrednio działania Piotra Nisztora.
ŁOMOT
5 stycznia w niedzielę 2014 roku, Piotr Nisztor wraz z „przyjaciółmi” bawią się do późna w jednym z ekskluzywnych klubów nocnych w Warszawie. Rachunek za balangę wynosi ponad 6 000 zł.
Dziennikarz płaci gotówką, imponując Roksanie, która dotrzymuje mu towarzystwa do samego końca.
Kiedy wychodzi z klubu, zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy, którzy później okażą się przebranymi gangsterami.
Wrzucają przestraszonego Piotra Nisztora do Forda Transita i wywożą poza obrzeża miasta.
Z samochodu „dziennikarza”, który był zaparkowany vis a vis klubu, wyciągają laptopa, kilkanaście pendrive’ów i 6 twardych dysków.
W schowku, po prawej stronie samochodu jest teczka, a w niej prawie 70 000 zł.
Piotr Nisztor ma w głowie czarne scenariusze. Panowie przetrzymują go ponad 4 godziny.
Jest poniżany i dostaje sromotne baty. Piotr Nisztor błaga o litość i zrozumienie.
Gangsterzy dzwonią do Piotra P. byłego członka rady nadzorczej SKOK Wołomin – zleceniodawcy akcji, z którym Piotr Nisztor rozmawia, klęcząc:
– „Mam nadzieje Misiu, że czujesz się dojechany?”
– „Tak!” – odpowiada Nisztor.
– „Ty Kur..wo nie jesteś dziennikarzem tylko konfidentem” – słyszy w słuchawce.
Cała zawartość zatrzymanych rzeczy została zarekwirowana przez uzbrojonych mężczyzn.
Piotr Nisztor przez paręnaście dni nie pokazuje się na mieście. Nie odbiera telefonów.
Pisze pisma do ABW i CBA i prosi o ochronę.
W tym samym czasie Wilamowski rozwiązuje z Nisztorem umowę o pracę, po tym jak ten zaniedbał tygodnik „7 Dni Plus Tygodnia”, w którym Nisztor bez usprawiedliwienia w ogóle nie pojawił się w pracy. Kończy również współpracę z Burym, mówiąc, że ABW zlokalizowała podsłuchy w restauracjach. Obiecuje dyskrecje.
Piotr Nisztor powiadamia również Mariusza Kamińskiego, z którym spotyka się na Srebrnej. Opowiada mu że jest zastraszany i że obawia się o swoje życie.
Mariusz Kamiński z Jarosławem Kaczyńskim obawiają się wycieku taśm związanych z historią Skoku Wołomin, która obciąża w znacznym stopniu najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości, ale także śp. Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę.
20 stycznia 2014 Paweł Wojtunik zapewnia Nisztorowi dyskretną ochronę.
Zostaje pełnym zakonspirowanym agentem CBA o pseudonimie „Jelinek”.
Nie jest już jak do tej pory Osobowym Źródłem Informacji (OZI) dla służb.
Przekazuje P. Wojtunikowi na spotkaniu z przydzielonymi agentami Andrzejem Ś. i Mariuszem Ch. nagrania, na którym słychać wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych, biznesmenów i ministrów, wśród nich są także kolejne nagrania Bartłomieja Sienkiewicza.
Z tego ostatniego Wojtunik cieszy się najbardziej.
Nisztor prosi o jak najszybsze spotkanie z Markiem Falentą. Ten zaprasza Nisztora do swojej rezydencji w Konstancinie, w której dziennikarz czuje się jak u siebie.
Pierwszy raz pojawił się tutaj kilka miesięcy wcześniej, kiedy biznesmenowi przywiózł sprzęt do nagrywania.
Wtedy też zrobił szkolenie zaproszonym przez biznesmena dwóch kelnerów: Konrada Lassotę, Łukasza N., oraz Krzysztofa Rybkę – współpracownika biznesmena, który zajmował się zabezpieczaniem podsłuchów w lokalach.
Był basen, grill i wysokiej klasy alkohol.
Nisztor przekazał Falencie materiały od Mirosława G., w których mowa o tym, iż prokuratura jest w posiadaniu dokumentów podrobionych przez Marka Falentę, dotyczących rzekomego zablokowania milionowych środków na jego koncie.
Informuje Marka Falentę również o tym, że w siedzibie jego firmy funkcjonariusze planują przeszukanie i zabezpieczenie kolejnych dokumentów.
Marek Falenta przekazuje Piotrowi Nisztorowi dla jego informatora „kanapkę”.
KTO ZAPLANOWAŁ AFERĘ PODSŁUCHOWĄ
Piotr Nisztor i Marek Falenta do tego czasu przekazują Kamińskiemu kilkanaście godzin kompromitujących nagrań z ekskluzywnych lokali gastronomicznych, na których słychać najważniejszych polityków, urzędników, funkcjonariuszy służb, wojskowych, biznesmenów i dziennikarzy (w tym sex taśmy z klubów HUSTLER i VEGASCLUB).
W skład specjalnej grupy powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego ds. podsłuchów wchodzili:
Mariusz Kamiński, Jacek Kurski, Martin Bożek, Ernest Bejda (byli funkcjonariusze CBA) oraz Stanisław Kostrzewski.
Do zespołu w późniejszym etapie dołączy ówczesny wiceszef ABW płk. Jacek Gawryszewski, który w tym samym czasie nadzoruje powołaną przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza specjalną komórkę do wyjaśnienia sprawy podsłuchów.
Jacek Gawryszewski za swoje działania będzie jedynym wysokim oficerem w tej strukturze, który nie straci swojego stanowiska.
Ba – w nagrodę, w 2017 roku zostanie Ambasadorem RP w Santiago de Chile.
Po zakończonym spotkaniu powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego grupy ds. podsłuchów, na Nowogrodzkiej odbywa się tajne spotkanie Nisztora i Falenty z Jarosławem Kaczyńskim i Mariuszem Kamińskim, na którym Piotr Nisztor i Marek Falenta otrzymują gwarancje bezpieczeństwa i godziwą zapłatę po obaleniu rządu Donalda Tuska.
Piotr Nisztor ma otrzymać swój autorski program w TVP1 i bezpieczeństwo finansowe – zapewnienie zatrudnienia w spółkach Skarbu Państwa dla jego rodziny, za poniesione straty.
Marek Falenta ma wyjść z problemów związanych z obrotem węgla, ale również otrzymuje zapewnienie, iż będzie koordynował tranzyty węgla z Rosji do spółek Skarbu Państwa.
Jarosław Kaczyński apeluje o spokój i rozwagę, aby nie popełnić na tym etapie żadnego błędu.
Mariusze Kamiński skrzętnie reżyseruje cały scenariusz działania.
Kamiński wie, że jest to jego jedyna szansa, aby uchronić się przed więzieniem. Dowody zebrane przez prokuraturę i postępowania sądowe, choć sprytnie opóźniane przez Kamińskiego, idą w jednym kierunku.
Sprawa dotyczy afer wyreżyserowanych przez Mariusza Kamińskiego w stosunku do Andrzeja Leppera (Sex Afera, Afera Gruntowa) na polecenie Zbigniewa Ziobro i Jarosława Kaczyńskiego.
Jak wiemy, dyskredytacja, a następnie osaczenie jednej z najważniejszych wtedy osób w Państwie – Andrzeja Leppera, zakończyło się jego tragiczną śmiercią (morderstwem).
Rozważają medium, w którym opublikują taśmy. Na rozmowy zapraszają Michała Lisieckiego, właściciela PMPG i WPROST.
Na Michała Lisieckiego mają wystarczająco dużo haków z jego przeszłości, aby był odpowiedni do tego działania.
Kaczyński nie obawia się tych haków pokazać.
REALIZACJA UMOWY Z KACZYŃSKIM
Zaraz po objęciu władzy przez PiS, prezes Jarosław Kaczyński dotrzymuje słowa.
Młodziutka Aleksandra Dołhan, 24-letnia narzeczona (teraźniejsza żona Piotra Nisztora) otrzymuje lukratywne posady jednocześnie w kilku spółkach Skarbu Państwa.
Otrzymuje jednocześnie trzy posady w spółkach kontrolowanych przez państwo: dwie posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej PGZ (sic!), mając dostęp do informacji niejawnych bez żadnego przeszkolenia, ale także miejsce w Radzie Nadzorczej PZU Centrum Operacji S.A.
Dołhan otrzymuje wysokie wynagrodzenia oraz wysokie nagrody pieniężne za rzekome wybijające się kompetencje.
24-letnia narzeczona Piotra Nisztora (bez wymaganych kompetencji) miesięcznie potrafiła zarobić więcej niż słynna asystentka prezesa NBP Adama Glapińskiego!
Książki Piotra Nisztora sprzedają się jak świeże bułeczki, bo w znacznych ilościach są zakupywane właśnie przez spółki Skarbu Państwa.
Często jest również zapraszany jako wykładowca oraz panelista, gdzie za swoje wystąpienia dostaje oczywiste dla wszystkich wynagrodzenia.
Także ojciec Piotra Nisztora – Zdzisław Nisztor otrzymuje pracę jednocześnie w PZU Armatura Kraków i w Energa – ZEP Centrum Wykonawstwa.
Janusz Piechociński na prośbę Piotra Nisztora, zażądał bezkarności dla osób, które organizowały nagrania.
Jan Bury nigdy nie zorientował się, że dziennikarz pracował na kilka frontów.
PIOTR NISZTOR
Ponad 6 000 godzin rozmów i ponad 1600 spotkań najważniejszych ludzi w państwie, polityków, biznesmenów, funkcjonariuszy publicznych, ludzi służb i dziennikarzy.
Warszawski Sąd Okręgowy który skazuje Marka Falentę na dwa i pół roku więzienia otrzymał jedynie 700 godzin nagrań rozmów z około 90 spotkań.
Co stało się z wyciekiem takiej ilości nagrań? I gdzie znajdują się sex taśmy z warszawskich burdeli nazywanych elegancko klubami nocnymi HUSTLER i VEGASCLUB?
CDN.
Bogdan Węgrzynek
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2020.02.09 13:41 Bifobe Kapitalizm na peryferiach [wywiad z DGP]

- Konkurencja jest naczelną zasadą kapitalizmu, ale my uczyniliśmy z niej bożka, ideę o statusie dogmatu - mówi w wywiadzie dla DGP Maciej Grodzicki dr ekonomii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest autorem książki „Konwergencja w warunkach integracji gospodarczej. Grupa Wyszehradzka w globalnych łańcuchach wartości”.
Jakie były ostatnie lata dla polskiej gospodarki?
Makroekonomicznie to czas świetnej koniunktury: rekordowo wysoki poziom zatrudnienia i rekordowo niski bezrobocia, rosnące płace, spadek relacji zadłużenia publicznego do PKB i ograniczenie zadłużenia zagranicznego. Jako gospodarka nastawiona na eksport korzystaliśmy na dynamicznym popycie światowym, a do tego dołożyła się względnie mocna konsumpcja, wspierana transferami społecznymi.
Pojawiło się coś niepokojącego?
Narastały negatywne tendencje w sektorze przedsiębiorstw krajowych – skłonność do inwestycji w maszyny i urządzenia pozostawała umiarkowana, rosła rola kapitału zagranicznego w zatrudnieniu, produkcji i zyskach. Teraz, przy wzmożonej presji na podwyżki płac, także na skutek polityki rządu, część rodzimych firm może mieć problemy z konkurencyjnością. I z takim bagażem wchodzimy w fazę spowolnienia cyklu koniunkturalnego w Europie.
Jakiego rodzaju wyzwania przed nami?
Technologiczne, geopolityczne i te najbardziej odczuwalne, związane z katastrofą klimatyczną...
Poważny kaliber, poradzimy sobie z nimi?
Przyjrzyjmy się przez chwilę powstawaniu wartości w gospodarce. Nawet takie typowo rynkowe zagadnienie jak sukces eksportowy wynika ze splotu działań różnych procesów i organizacji – prywatnych i publicznych. Firmy eksportowe korzystają z pracowników wykształconych w publicznych szkołach i uczelniach, z usług publicznych, państwowej infrastruktury, lecz także z różnorodnych sieci wymiany informacji. Polska gospodarka dostarcza tych wszystkich publicznych zasobów.
Czyli nie jesteśmy na przegranej pozycji.
Wyzwania, o których mowa, mają charakter systemowy. Żeby im stawić czoła – jako społeczeństwo – potrzeba mechanizmów tworzenia i zarządzania zasobami publicznymi. Nie możemy oczekiwać, że rynek poprawi retencję wody, zapewni opiekę zdrowotną dla wszystkich, ustabilizuje zatrudnienie w trakcie gwałtownej zmiany technologicznej. Tu potrzebna jest współpraca agencji rządowych z samorządami, przedsiębiorstwami, uczelniami, związkami zawodowymi i innymi organizacjami. Tymczasem nasza peryferyjna gospodarka – i nasze społeczeństwo są nastawione na konkurencję.
Zatrzymajmy się przez moment przy naszej peryferyjności.
Pojęcie to rozumie się w ekonomii zazwyczaj jako stan zależności od zagranicy w kategoriach gospodarczych, finansowych i technologicznych, wynikający ze słabości rodzimego kapitału. Ale ważne jest polityczne znaczenie peryferyjności, dotyczące możliwości organizowania się i wpływania na rzeczywistość. Chodzi tu o różnorodne instytucje, grupy biznesowe czy pracownicze, a także ruchy społeczne – to one, organizując ludzi w działaniu, wchodząc w konflikty lub koalicje, mogą popychać różne sprawy do przodu. Dopiero wtedy dostrzegamy, że peryferyjność jest dynamicznym procesem, przechodzącym przez różne fazy – w tym boomy i kryzysy.
Jak tego typu uwarunkowania wpływają na rozwój naszej gospodarki?
Słabość naszych organizacji i klas społecznych lub ich bliskie powiązania z interesami światowego centrum są poważną barierą dla przeprowadzania projektów rozwojowych. Możemy sobie nakreślić na papierze piękne plany zakładające dążenie do gospodarczej suwerenności, ale ich realizacja zależy w dużej mierze od tego, czy zagraniczny kapitał, np. obserwując zmiany w prawie podatkowy, będzie usatysfakcjonowany z głównych kierunków regulacji i inwestycji. Podobnie, gdy popatrzymy na polskie prawo, to wyraźnie widać, jak ważne jest zabezpieczenie interesów międzynarodowych korporacji - stąd m.in. ciągła słabość Państwowej Inspekcji Pracy.
Polscy przedsiębiorcy i pracownicy nie są przeciwwagą?
Rodzimy kapitał jest rozdrobniony i słabo zorganizowany, w wielu przypadkach korzysta na probiznesowej legislacji wprowadzanej z myślą o zagranicznych korporacjach. Słabe są też krajowe sieci czy organizacje biznesowe, które mogłyby realizować większe i bardziej złożone projekty. Choć w ostatnich latach obserwuję coraz więcej takich inicjatyw, to nadal głównie rywalizują między sobą. Problem pojawia się, gdy jakaś firma chce faktycznie konkurować ze światowymi gigantami – i okazuje się, że bez wsparcia rządowego jest to praktycznie niemożliwe.
Jak w tym wszystkim odnajdują się nasi przedsiębiorcy?
Są sfrustrowani: ze strony rządzących słyszą o wstawaniu z kolan, a czują się dyskryminowani. Mają poczucie, że dla nich mnoży się podatki i przepisy, a ich zagraniczni konkurenci mogą liczyć na ułatwienia. Trzeba też pamiętać, że część polskich firm wyrosła w modelu organizacyjnym, który stał się archaiczny, i aby mogła konkurować z zagranicą, musiałaby zmienić sposób funkcjonowania. Przez to również ich polityczny i społeczny potencjał jako organizacji, które dają wysokie dochody i atrakcyjną pracę, jest ograniczony.
A z co pracownikami?
Ich siła polityczna jest niewspółmiernie mała w porównaniu do znaczenia ekonomicznego – są przecież de facto naszym najważniejszym zasobem eksportowym. Mamy bardzo niski poziom uzwiązkowienia i przetargów zbiorowych dotyczących płac i warunków zatrudnienia. Mogę jednak zauważyć, że ostatnie lata to nie tylko pojawienie się cyklicznej presji płacowej w wielu sektorach gospodarki, lecz także powrót zorganizowanych działań pracowniczych – strajków czy sporów zbiorowych. Związki zawodowe w wielu branżach tak naprawdę dopiero uczą się rzemiosła. W tych warunkach głównym kanałem realizacji interesów pracowniczych, i swoistym wentylem dla niezadowolenia społecznego, jest polityka partyjna. Ta jednak jest ze swojej natury raczej sojusznikiem dużego kapitału i nie zastąpi w gospodarce niezależnych związków zawodowych.
Politycy obozu rządzącego powtarzają, jak wiele udało im się osiągnąć w myśleniu o gospodarce i codziennej politycznej praktyce. Czy to tylko czcze przechwałki, czy jest w nich jakieś ziarno prawdy?
Obserwując to, co się dzieje w ostatnich latach, trudno nie zauważyć, że część silnie zakorzenionych wyobrażeń na temat gospodarki udało się partii rządzącej przełamać. Wprowadzono transfery społeczne, podniesiono płacę minimalną i niektóre podatki. Daleki jednak jestem od tych, którzy traktują PiS jako nową jakość, czy to w zakresie polityki rynku pracy, czy w polityce innowacyjności i przemysłowej.
A co widać, gdy popatrzymy na flagowy projekt rządzących, czyli Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju?
To, co miało być sednem innowacyjności i otworzyć przed nami długookresową perspektywę rozwoju, okazało się atrakcyjne przede wszystkim retorycznie. Z chęcią poznałbym ocenę planu Mateusza Morawieckiego na koniec pierwszej kadencji rządu PiS, gdyż nie widać realizacji zapowiadanych projektów – z wyjątkiem rozszerzenia przez Polski Fundusz Rozwoju oferty finansowej dla przedsiębiorstw. Potwierdzają się moje wątpliwości, że SOR będzie kontynuacją neoliberalnej linii politycznej. Paradoksalnie można zauważyć, że polityką rządu, która w największym stopniu wpłynęła na sektor przedsiębiorstw, był program 500+, który przynajmniej w niektórych branżach i regionach kraju obniżył dostępność tanich pracowników.
Aktualny model rozwoju naszej gospodarki to w takim razie nadal niskie koszty pracy plus ulgi podatkowe dla międzynarodowych korporacji. Przez wiele lat wśród elit obowiązywał pewien konsensus wokół tego tematu, tymczasem w ostatnich miesiącach możemy śledzić ostry spór między lewicą a rządzącą prawicą o to, czy i w jakim stopniu powinniśmy opodatkować międzynarodowe korporacje.
Ten spór pokazuje nam jedynie wycinek bardzo złożonej kwestii dotyczącej wpływu kapitału międzynarodowego na społeczeństwa. Refleksję na ten temat powinniśmy zacząć od lat 90., kiedy to decyzje kolejnych rządów, zamierzone bądź przypadkowe, stworzyły z Polski kraj konkurencji – by użyć terminu czeskiego ekonomisty Jana Drahokoupila. Konkurencja jest naczelną zasadą kapitalizmu, ale my uczyniliśmy z niej bożka, ideę o statusie dogmatu. W tej nigdy publicznie nieprzedyskutowanej strategii rozwojowej funkcjonowanie gospodarki, jeśli nie całego społeczeństwa, podporządkowano wymogom konkurencji o zagraniczny kapitał i rynki zbytu. Ten model rozwoju przy dozie szczęścia przynosi szybką dynamikę PKB, czym emocjonowano się w ostatnich latach. Ale rodzi też problemy, które podkopują stabilność społeczną i gospodarczą.
Czyli?
Pierwsza rzecz to niestabilne fundamenty gospodarki – rozumiane jako przedsiębiorstwa z ich organizacją produkcji, wiedzą i znacznymi kapitałami własnymi. My zostaliśmy rzuceni na bardzo głęboką wodę międzynarodowej konkurencji bez żadnego przygotowania. Nawet gorzej, zostaliśmy rzuceni z połamanymi nogami. W rezultacie, by nie pójść na dno, musimy machać rękami coraz szybciej, ale i to nie daje nam gwarancji utrzymania się na powierzchni wody. W latach 90., gdy uwolniono w Polsce handel zagraniczny i przepływy kapitałowe, krajowa baza przedsiębiorstw raz po raz dostawała po głowie – wiele z nich wraz z otwarciem się na import, jednak kluczową kwestią była prywatyzacja. Jeśli dziś mówimy, że niskie kapitały własne naszych firm są barierą dla finansowania dalszego rozwoju, to jest to głównie zasługą tego, że gigantyczny kapitał, który wymagał modernizacji, został – mówiąc wprost – zaorany albo wyprzedany.
Czyli można obiektywnie spoglądać na rzeczywistość przez pryzmat prywatyzacji?
Dla mnie współcześnie jest to proces o tyle ważny, że stworzył podwaliny pod kraj tanich zasobów – pracy i natury. Terapia szokowa, ale również późniejsze procesy prywatyzacji, liberalizacji handlu i restrykcyjnej polityki gospodarczej doprowadziły do wysokiego bezrobocia, stłumiły na długo związki zawodowe i rozbiły systemy zabezpieczenia społecznego. To dzięki temu nasze płace stanowią nominalnie 36 proc. poziomu w Niemczech i nadal jesteśmy atrakcyjni dla zagranicznego kapitału.
Zwrócił pan uwagę na to, że w Polsce tania jest także natura.
Przetwarzamy na potęgę lasy, glebę czy zwierzęta hodowlane. Produkujemy tony cementu, drewna czy wieprzowiny. Dla mnie jednak jest to kolejne odbicie podporządkowania całej organizacji społecznej wymogom międzynarodowej rywalizacji. Konkurencja, np. rynkowa – między przedsiębiorstwami, ma swoje zalety, bo mobilizuje do wysiłku i kreatywności. Przykładając jednak zasadę konkurencji do bardziej złożonych problemów środowiskowych, społecznych czy technologicznych, jedynie trwonimy masę energii i zasobów.
Możliwy był inny scenariusz?
Jeśli spojrzymy na Czechy, to zobaczymy, jak tam dbano o to, żeby dana firma nie upadła, a majątek i miejsca pracy nie przepadły. Czesi byli świadomi tego, że to bardzo ciężko odtworzyć. Nawet jeśli obecnie również są daleko od Niemiec, uniknęli dramatu społecznego związanego z wysokim bezrobociem, ubóstwem i masową emigracją. Jestem świadom wielu ułomności porównania Polski do Czech, ale chciałbym podkreślić, że globalizacja też nie jest aż tak bezwzględna, jak się czasem może wydawać – dużo zależy od tego, jak do niej podejść.
Odnowić gospodarcze oblicze tej ziemi miały inwestycje zagraniczne.
Pytania – w jaki sposób i dla kogo? Ekonomista rozwoju Hans Singer już przed 70 laty zwracał uwagę, że w tym przypadku w pierwszej kolejności korzyści przypadają krajom macierzystym inwestorów. Gdy pojawia się informacja, że jakaś korporacja inwestuje w Polsce 100 mln dol., to ze strony dużej części analityków możemy usłyszeć zachwyty, tak jakby zupełnie nieważne było to, że aż 80 mln dol. zostanie wydanych w rodzimym kraju korporacji – na maszyny czy komponenty. Jak się wgryźć w szczegóły, widać, co się kryje za takimi działaniami: inwestor nabył ziemię na preferencyjnych warunkach, państwo zwolniło go z płacenia podatków i jeszcze większość menedżerów pochodzi z macierzystego kraju. Jedyne, czego odpłatnie dostarcza Polska, to praca – względnie tania i nieuzwiązkowiona. Kiedyś z tego typu praktykami kojarzono kolonializm.
Dla Polaków z dużych miast to, o czym rozmawiamy, może brzmieć absurdalnie.
Nie dziwię im się, dla nich praca w korporacji bywa nudna, czasem bezcelowa, ale mimo wszystko trochę prestiżowa i pozwalająca relatywnie dobrze żyć. Dla pokoleń Polaków korpo świadczące usługi biznesowe lub finansowe to domyślne miejsce pracy, oferujące nieraz spory awans materialny. Tę wielkomiejską bajkę wypadałoby jednak nieco zniuansować.
Proszę to zrobić.
Po pierwsze, popatrzmy na liczne magazyny i zakłady produkcyjne korporacji – tam warunki pracy i wynagradzania są gorsze niż na stanowiskach w centralach. Po drugie, nawet w miastach praca w korpo kojarzona jest z przepracowaniem, niską podmiotowością pracowników czy ograniczonymi możliwościami awansu. Wreszcie, po trzecie, napływ korporacji do takich miast jak Warszawa czy Kraków to także potężny drenaż mózgów – jakby nie było duża część naszych najbardziej uzdolnionych absolwentek i absolwentów sprzedaje swój talent i wysokie kompetencje zagranicznemu biznesowi. Mało która polska firma, nie mówiąc o startupie czy instytucji publicznej, może zaoferować im na początek konkurencyjne warunki pracy.
Jakie jeszcze są ograniczeniacmodelu kraju konkurencji?
Dotknęliśmy już trochę drugiej kluczowej kwestii – podziału korzyści płynących z eksportu. Kiedy słyszymy, że „polska gospodarka staje się tygrysem Europy”, to czyją życiową sytuację ten tygrys faktycznie poprawia i czyje potrzeby zaspokaja? Czy my w ogóle tego tygrysa potrzebujemy? Mało kto stawia takie pytania… A przecież to, co, jak i dla kogo produkujemy, wiąże się z podziałem dochodów i warunkami życia ludności. Konkurując o zagraniczne rynki zbytu, nie mamy wielu atutów, które pozwoliłyby nam dyktować warunki – takich jak złożone innowacyjne organizacje. W praktyce w wielu sektorach rywalizujemy ceną. Choć bezpośrednio w eksport zaangażowanych jest kilkanaście tysięcy firm zatrudniających kilka milionów ludzi, w pewnym momencie gospodarka i społeczeństwo zaczynają podlegać wymogom konkurencji międzynarodowej i regule najniższej ceny, niczym w uporczywej reklamie radiowej.
Co to dla nas oznacza?
Że wrażliwe stają się takie kwestie, jak wzrost wynagrodzeń dla nauczycieli, podniesienie podatków i składek ubezpieczeniowych, zastanawiamy się, czy zwiększyć inwestycje publiczne, czy odłożyć to w czasie na wyobrażone kiedyś, gdy będzie nas na to już stać. Wszystkie te decyzje zaczynają być ważne dla logiki kraju konkurencji, nawet jeśli instytucje międzynarodowe i zagraniczni inwestorzy się nimi nie przejmują. Nietrudno połączyć to z nierównościami społecznymi – i z ich rekordowym wzrostem w Polsce, według badań World Inequality Lab. Logika ciągłego oszczędzania na ważnych celach społecznych lub na wynagrodzeniach pracowników odbija się w pierwszej kolejności na najsłabszych. Tym silniejszym grupom zawodowym czy biznesowym pozwala to z kolei akumulować większą część dochodów z eksportu.
Wyobraźmy sobie, że obowiązujący model trzyma się mocno przez kolejne lata, co wtedy?
Patrząc wyłącznie tu i teraz, nie jest źle. Jesteśmy ważnym partnerem Niemiec, a ich przemysł również jest pewnym stopniu zależny od naszych zakładów. Ale mając na uwadze asymetrię siły między oboma krajami, przewagę technologiczną i finansową Niemiec, widzimy, że to są mrzonki. To jest jak z dwoma kumplami, którzy się lubią, choć to szorstka przyjaźń, a po robocie idą razem na piwo, ale tak długo jak jeden będzie zatrudniał drugiego, nie będzie między nimi równowagi. Makroekonomicznie to my jesteśmy w tej relacji dłużnikiem i pracownikiem, Niemcy – wierzycielem i zatrudniającym. Kluczowe dla przyszłości naszej pozycji i tej relacji będzie najbliższe kilka lat.
Dzisiaj jeszcze tego nie wiemy?
Jeden z klasycznych ekonomistów, Richard Baldwin, pisze o połączeniu globalizacji z robotyzacją, co nazywa globotyzacją. Taki kierunek rozwoju zawiera w sobie możliwość zupełnie nowej rekonfiguracji globalnych łańcuchów wartości, oto nagle część procesów najbardziej pracochłonnych, które były w pierwszej kolejności eksportowane, wróci do krajów, z których pochodzą firmy, ponieważ okaże się, że roboty bądź algorytmy zrobią to szybciej, sprawniej, i to również w obszarze prostych usług biznesowych.
Co nam wtedy zostanie?
Jest też druga strona globotyzacji, szereg czynności, które będą wykonywane przez człowieka, ale z dużym udziałem rozwiniętych technologii. Według tej wizji chirurdzy z Polski będą mogli zdalnie przez komputer operować w USA, a nauczyciele prowadzić lekcje dla Chińczyków. W tym momencie jednak znów wracamy do punktu wyjścia – aby móc przeprowadzać takie zabiegi, to nawet jeśli jesteśmy w Polsce i mamy przewagę niskich kosztów, musimy mieć ten kapitał i firmy, które podejmą się tego typu przedsięwzięć.
To jednak chyba zbyt odległa wizja przyszłości.
Zarówno lektura raportów międzynarodowych firm konsultingowych, jak i rozmowy z pracownikami polskich oddziałów korporacji wskazują, że wiele firm światowych przygotowuje się do tego intensywnie, np. testując oprogramowanie zastępujące procesy obsługi księgowej. To jeszcze nie jest wdrażane na szeroką skalę, ale to kwestia czasu, aż kolejne stanowiska pracy zostaną zastąpione przez nowe technologie. Co w takim momencie przechodzenia z jednej epoki do drugiej może zrobić taki kraj jak Polska? Kończy się etap globalizacji o znanym nam modelu. Zaczynamy funkcjonować w nowym techno-ekonomicznym paradygmacie, który tworzy nowych liderów i nowe monopolistyczne firmy, ale i nowe nisze rynkowe. Dla państw takich jak Polska jest to zatem spore zagrożenie, ale i szansa – jeśli chcieć spojrzeć na nowy układ sił bardziej podmiotowo. Odpowiedzialny rząd powinien również zacząć szacować skalę ryzyka technologicznego – jakby nie było setki tysięcy pracowników związało swoją przyszłość, także kredytową, z możliwością dobrze płatnej pracy w oddziale zagranicznej korporacji.
Będziemy potrafili wykorzystać te szanse?
One wymagają sporych nakładów kapitałowych i technologii – i jeśli widzimy, że już nagromadziły się pewne sprzeczności, które ograniczają rozwój, to nadszedł dobry moment na to, by je określić i rozwiązać. Moim zdaniem sednem będzie właśnie porzucenie logiki konkurencji w różnych obszarach polityki gospodarczej. Na przykład sposoby zarządzania wspólnymi zasobami będą tu nieocenione – bo dane cyfrowe, algorytmy czy technologie energetyczne to właśnie kluczowe wspólne zasoby. Budowa sieci przedsiębiorstw innowacyjnych w wybranych gałęziach gospodarki, korzystających z lokalnych łańcuchów dostaw to rzeczy, które pozwalają myśleć o nowym gospodarczym otwarciu. Ale potencjał do organizacji działań na zasadzie sieci, także aranżowanej przez państwo, istnieje również w tradycyjnych branżach, np. w rolnictwie i handlu.
Co w wielu rozwiniętych krajach ma miejsce; czy to znaczy, że państwo ma ważną rolę do odegrania w tym procesie?
Państwo jest podmiotem, który dysponuje ogromnym potencjałem i możemy go wykorzystać na wielu poziomach, od koordynowania zmian technologicznych począwszy, a skończywszy na polityce energetycznej wykraczającej poza doraźny horyzont czasowy. Państwo polskie jeśli chce, to jest w stanie zarządzać dużymi projektami, potrafi wywrzeć wpływ i wymusić takie kwestie jak reguły podatkowe czy zorganizować systemy świadczeń społecznych. Działań o takiej skali nie są w stanie koordynować organizacyjnie i finansowo prywatne firmy. Jeśli jednak myślimy o tym na poważnie, to nie uciekniemy też od tego, żeby polityka fiskalna państwa pełniła także funkcję rozwojową.
Obecnie jako społeczeństwo zaczynamy się oswajać z perspektywą podatków, z których finansujemy usługi społeczne.
Zgadza się, ale oprócz funkcji społecznej i redystrybucyjnej polityka fiskalna powinna finansować kluczową infrastrukturę, np. w obszarze energetycznym czy nowych technologii. Takie postulaty wymagają jednak przeproszenia się z ideą wyższych podatków i przyjęcia, że budżet państwa jest narzędziem realizacji ważnych celów społecznych, a nie jedynie kosztem i obciążeniem. W polityce na poziomie UE warto wprowadzać i popierać postulaty, które pozwolą inaczej niż dotychczas spojrzeć na globalne łańcuchy wartości. Skoro np. w produkcji samochodów uczestniczą pracownicy i firmy z 20 państw, to czemu zyski płyną tylko do jednego z nich, a ta sama praca jest różnorodnie wynagradzana? Tu również logikę konkurencji warto, na początek w warstwie idei, zastępować wspólnotowością.
To już brzmi rewolucyjnie.
Oczywiście to jest trudne, bo by oznaczało kurs w poprzek całej dotychczasowej logiki UE jako strefy wolnego handlu. W praktyce ten wolny handel oznacza dla maluczkich wzajemną konkurencję o resztki z pańskiego stołu, zaś najwięksi potrafią dobrze lobbować o swoje interesy na poziomie Komisji Europejskiej. To wymagałoby zapewne koalicji z sąsiadami z regionu, w tym sensie Wyszehrad mógłby być drogą, dzięki której ugramy razem z państwami z naszego regionu o wiele więcej, niż gdybyśmy ze sobą konkurowali.
To w znacznym stopniu problematyzuje opowieść o kapitalizmie, którą ekonomiści i wspierający ich politycy popularyzowali w Polsce przez ostatnie trzy dekady.
Kapitalizm cechuje się tym, że szuka najtańszych i najprostszych sposobów uzyskiwania zysków. Jeśli nie ma oporu ze strony pracowników, organizacji, wspólnoty, to model najtańszych zysków staje się normą i może trwać latami. Innowacyjność, nowe technologie organizacji pracy czy duże projekty infrastrukturalne są kosztowne, złożone i zawsze będę związane z ryzykiem. Gdy popatrzymy na Niemcy, które tak często są w Polsce przywoływane jako wzór rozwoju gospodarczego, to tam polityka publiczna działa w ramach sieci, a konkurencja jest tylko jednym ze sposobów organizowania społeczeństwa.
Autor: Kacper Leśniewicz Wersja online (paywall)
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2018.12.16 11:57 Gazetawarszawska Gazeta Warszawska - GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. r1 cz.1/4

GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. r1
JUDAISM & ISLAM 15 DECEMBER 2018
GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”.
ROZDZIAŁ 1. ANIOŁOWIE ŚWIATŁA
Rozdział 1. Aniołowie światła
Wprowadzenie ▪ "Kwestia żydowska" ▪ Żydzi byli główną siłą napędową obu rewolucji "rosyjskich" ▪ Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem
▪ Po histerycznym pół-Żydzie Kiereńskim przychodzi pół-maniakalny pół-Żyd Lenin ▪ Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin ▪ Pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn ▪ Pierwsza żona Sołżenicyna, Rieszietowskaja była również pół-Żydówką, a jego druga żona Natalia Swietłowa, była pełną (100% - wą) Żydówką ▪Trzy wieloryby syjonizmu ▪ Zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł ▪ "Protokoły Mędrców Syjonu", napisane przez Aszera Ginsberga jako program polityczny chasydyzmu (najbardziej nieludzkiej sekty judaizmu) ▪ Głównym zadaniem tej serii wykładów jest ratowanie Żydów przed antysemityzmem ▪ Książę tego świata, według Biblii - to diabeł ▪ Bierdiajew był żonaty z Żydówką ▪ Biechtierew - diagnoza Stalina: typowy paranoik ▪ Oto kto prowadził niezwykle krwawą i niszczycielską wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi ▪ Biechtierew w wieku około 70 lat poślubił młodą Żydówkę. Ponownie związek Szatana i Antychrysta ▪ Dostojewski - jeśli ktokolwiek zniszczy Rosję, to będą to nie komuniści, nie anarchiści, a przeklęci liberałowie ▪ Całe to zło w Związku Radzieckim utrzymywało się na Żydach ▪ Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan ▪ Do "Głosu Ameryki" ​​biorą tylko ludzi z kompleksem pederastii Lenina ▪ Andriej Dikij - najsłynniejszy antysemita emigracji rosyjskiej ożenił się z Żydówką! ▪ Kuprin, gdy studiował w Korpusie Kadetów, został przyłapany na pederastii
Listy (spisy)
1. Komisariat Wojskowy 2. Komisariat Spraw Wewnętrznych (tj. do spraw egzekucji) 3. Listy tajnej policji Związku Radzieckiego ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Piotrogrodu ▪ Członkowie Piotrogrodzkiej Komuny ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Moskwy 4. KOMISARIAT SPRAW ZAGRANICZNYCH 5. KOMISARIAT FINANSÓW ▪ AGENCI FINANSOWI ▪ CZŁONKOWIE KOMISJI TECHNICZNEJ DO SPRAW LIKWIDACJI BANKÓW PRYWATNYCH 6. KOMISARIAT SPRAWIEDLIWOŚCI 7. Lista społecznych obrońców 8. KOMISARIAT EDUKACJI NARODOWEJ 9. Lista dziennikarzy i pracowników centralnych gazet 10. Komisja d/s śledztwa w sprawie zabójstwa Imperatora Mikołaja II 11. Główna Rada Gospodarki Narodowej ▪ Biuro Wyższej Rady Sekcji Ekonomicznej ▪ Rada Komitetu Donieckiego ▪ Członkowie Sekcji Spółdzielczej ▪ Członkowie Sekcji Węglowej 12. Biuro Pierwszej Rady Delegatów Robotników i Żołnierzy w Moskwie 13. Centralny Komitet Wykonawczy 4-go Rosyjskiego Kongresu Delegatów Robotniczych i Wiejskich 14. Komitet Centralny V Kongresu 15. Komitet Centralny Socjaldemokratycznej Partii Pracy
Lista Komitetu Centralnego Socjaldemokratycznej Partii Mieńszewików
17. Lista Komitetu Centralnego Prawego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 18. Lista Komitetu Centralnego Lewego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 19. Komitet Anarchistów w Moskwie 20. Reprezentacja w Lidze Narodów, czyli twarz Związku Sowieckiego 21. Lista dyplomatów ZSRR w Europie 22. Polityczni Przedstawiciele w państwach pozaeuropejskich 23. Rząd ZSRR 24. ŻYDZI W SKŁADZIE OGPU (NKWD) 25. NAJWYŻSZE ORGANA NKWD ▪ KOMISARZE BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWOWEGO 1 STOPNIA ▪ Leningradzkiego Zarządu NKWD ▪ KOMISARZE ZABEZPIECZENIA PAŃSTWOWEGO 2 STOPNIA ▪ To, co robił Jagoda i to, co robił Stalin - było dziecinną igraszką w porównaniu z dyktaturą, panującą wewnątrz żydowskich gett ▪ ŻYDZI W GŁÓWNYM ZARZĄDZIE ŁAGRÓW I OSIEDLI NKWD ▪ ŻYDZI – NACZELNICY ZARZĄDÓW NKWD W TERENIE
ROZDZIAŁ 1. ANIOŁOWIE ŚWIATŁA
Wprowadzenie
Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl wykładów o WYŻSZEJ SOCJOLOGII pod wspólnym tytułem "Naród Boży".
„Kwestia żydowska”
W tej serii wykładów przeanalizujemy to, co nazywa się "kwestią żydowską". Ten temat, trzeba powiedzieć, jest niezwykle trudny dla obiektywnych badań. Nawet tak wybitny specjalista jak F.M. Dostojewski, mówiąc o kwestii żydowskiej w swoim "Dzienniku pisarza", ostrzegał, że "nie może on w pełni naświetlić tego fatalnego problemu całej ludzkości" i że "nawet nie czuje w sobie takiej siły" ...
Na przykład w oryginale rękopisu „Braci Karamazow” została podana prawdziwa przyczyna zabójstwa przez Smierdiakowa swego ojca – F.P. Karamazowa. Okazuje się, że zabił on swego ojca za to, że ten nieustannie w dzieciństwie gwałcił go w sposób sodomicki (uprawiał stosunki analne – A.L.) ... A w oryginale rękopisu powieści "Biesy" było podane przyznanie się Stawrogina, że ​​zgwałcił on 9-letnią dziewczynkę, która po tym powiesiła się ...
Dostojewski później usunął to wszystko, tłumacząc, że grzech ojcobójstwa spowodowany był abstrakcyjnym rozumowaniem ateisty Iwana, a hardy i zbrodniczy charakter Stawrogina okazał się w ogóle niezrozumiały ...
Dlaczego to zrobił? O tym właśnie dzisiaj będziemy mówić.
Podczas całego tego cyklu wykładów, podobnie jak i w poprzednich dwóch cyklach - "Protokoły sowieckich mędrców" i "Czerwona Kabała", będziemy się trzymać akademickiej tradycji swobodnej wymiany poglądów, idei i faktów. Pytania z sali i wszelkie uzupełnienia do tematu będą mile widziane.
Tak więc, w tej serii wykładów opowiemy o wszystkim, o czym nawet F.M. Dostojewski nie mógł powiedzieć. Przede wszystkim dlaczego on nie mógł wszystkiego powiedzieć? Oczywiście, Fiodor Michajłowicz doskonale o tym wszystkim wiedział, ale ponieważ sam był człowiekiem bionegatywnym, po prostu nie mógł o tym mówić. Gdyby zaczął ujawniać WSZYSTKIE tajemnice "narodu Bożego", to musiałby jednocześnie ujawnić również swoje własne tajemnice. A tego tacy ludzie uczynić nie mogą ...
Żydzi byli główną siłą napędową obu rewolucji "rosyjskich"
Dla nas, Rosjan, ta kwestia żydowska jest szczególnie ważna, ponieważ Żydzi byli główną siłą napędową obu "rosyjskich" rewolucji. Teorię komunizmu, jak wszyscy o tym wiedzą, stworzył Karol Marks (z domu - Mordechaj Levy). Żyd, którego sami Żydzi nazywają antysemitą. Jeśli otworzą Państwo jakąkolwiek żydowską encyklopedię, to z pewnością znajdą tam, że Karol Marks był antysemitą. Ale dlaczego był on antysemitą? Zagadka ...
A więc - Mordechaj Levy (Karol Marks) stworzył dla nas teorię komunizmu. Cała późniejsza historia obu rewolucji w Rosji była również związana z Żydami.
Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem
Przywódca rewolucji lutowej - Kiereński był pół-Żydem. Tutaj spotykamy kolejną zagadkę - kapitalistyczni historycy na Zachodzie i komunistyczni historycy w Związku Sowieckim milczą na ten temat. Z jakiegoś powodu niemożliwe jest mówienie o Żydach w aspekcie rosyjskiej rewolucji, jak gdyby na ten temat zostały narzucone TABU.
Kontynuujmy naszą analizę - po histerycznym pół-Żydzie Kiereńskim przychodzi pół-maniakalny pół-Żyd Lenin. I oto ciekawostka - o historii rosyjskiej rewolucji i o Leninie napisano setki książek, ale wszędzie, zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie, starannie unika się pytania o tym, że ​​Lenin był pół – Żydem po matce. A zgodnie z rabinicznym, izraelskim prawem dzisiaj z takim pochodzeniem człowiek jest uważany za pełnego (100% - go) Żyda.
Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin
No, dobrze. A kto przychodzi do władzy po Leninie? Po Leninie do władzy przychodzi kaukaski pół-Żyd Stalin. Jeszcze jeden pół-Żyd. Znowu zagadka. Okazuje się, że cała historia "rosyjskiej" rewolucji jest nierozerwalnie związana z Żydami.
Można ze mną się spierać - tak, to prawda, ale oni byli przecież pół-Żydami, nie Żydami. W tym jest cały sens. Pół-Żydzi prawie zawsze czują się bardziej Żydami, niż Rosjanami.
Istnieje cały szereg legend o Antychryście, w których mówi się wprost, że Antychryst, jako symbol, narodzi się z żydowskiej matki i ojca nie-Żyda.
Zapamiętajcie dobrze tę formułę. Będzie ona kluczem do całego cyklu. W ciągu stuleci ludzie dostrzegli jakąś tajemniczą, fatalną rolę takich oto pół-Żydów.
Pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn
W naszych czasach pojawia się jeszcze jeden pół-Żyd, laureat Nagrody Nobla Aleksander Isajewicz Sołżenicyn, który na cały świat krzyczy, że "rosyjska" rewolucja kosztowała naród rosyjski 60 milionów ludzkich istnień.
Ale znowu i tutaj jest zagadka - sam Sołżenicyn ukrywa, że ​​jest pół-Żydem, w tym przypadku po swoim ojcu. Jego ojciec był Żydem-przechrztą, z Izaaka stał się Isajem (pol. Izajaszem) i w ten sposób pojawił się Aleksander Isajewicz Sołżenicyn.
Pierwsza żona Sołżenicyna, Rieszietowskaja była również pół-Żydówką, a jego druga żona, Natalia Swietłowa, była pełną (100% - wą) Żydówką
Tutaj trzeba jeszcze raz zwrócić uwagę na nieco dziwną rzecz - jego pierwsza żona Rieszietowskaja również była pół-Żydówką. Co jest charakterystyczne – pół-Żyda ciągnie do pół-Żydówki. A jego druga, obecna żona, Natalia Świetłowa, jest pełną Żydówką. Zgodnie z prawami rabinicznymi, dzieci tego "wielkiego kochającego prawdę i troszczącego się o Rosję człowieka" mogą nawet w tej chwili stać się obywatelami Izraela (czego prawdopodobnie nie zrobią).
Widzą Państwo, istnieje jakaś określona prawidłowość, wzajemny związek między "rosyjską" rewolucją a "kwestią żydowską". Ale wszyscy - nie tylko Żydzi, ale także antysemici - ten problem starannie pomijają. TABU! Znowu zagadka ...
Mówiąc o kwestii żydowskiej, zawsze się będzie spotykało z problemem antysemityzmu. Tutaj znowu – i śmiech i grzech. Oczywiście, zaczną oskarżać mnie o antysemityzm, ale mam trzech silnych adwokatów. I żadnych innych, tylko trzech wielorybów syjonizmu.
Trzy wieloryby syjonizmu
Moim pierwszym adwokatem jest syjonistyczny ideolog Theodor Herzl, syjonista numer jeden, który w swoim dzienniku napisał, że uważa antysemityzm za przydatny dla sprawy narodu żydowskiego.
Mój drugi adwokat – to Władimir Żabotyński (ros. – Жаботинский). Jeszcze w 1905 roku, czyli w czasie pierwszej "rosyjskiej" rewolucji, pisał:
"Jako dowód dla agitacji syjonistycznej antysemityzm, szczególnie podniesiony do zasady, jest oczywiście bardzo wygodny i użyteczny".
No i mój trzeci adwokat - to sam premier Izraela, Ben Gurion. Napisał kiedyś w żydowskiej gazecie Kempfer w Nowym Jorku:
Zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł
„Gdybym miał nie tylko wolę, ale i władzę, to wybrałbym grupę silnych młodych ludzi”.
Zadanie tych młodych ludzi polegałoby na tym, aby zamaskować się pod nie-Żydów i działając metodami brutalnego antysemityzmu, prześladować Żydów za pomocą antysemickich haseł.
Mogę zaręczyć, że wyniki, z punktu widzenia znacznego napływu imigrantów do Izraela z tych krajów, byłyby 10 razy większe, niż wyniki osiągnięte przez tysiące emisariuszy, czytających bezowocne kazania".
„Protokoły Mędrców Syjonu”, napisane przez Ashera Ginsberga
Z tymi moimi trzema adwokatami, wielorybami syjonizmu, mają ścisły związek słynne Protokoły Mędrców Syjonu, napisane, jak wiadomo, przez Ashera Ginsberga jako program polityczny Chasydyzmu (najbardziej nieludzkiej sekty judaizmu) dla swoich europejskich współwyznawców – jako kolejna próba zjednoczenia sił, podjęta przez Ashera jeszcze przed pierwszym kongresem Syjonistów.
W tym historycznym dokumencie jasno stwierdza się, że antysemityzm ​​potrzebny jest im dla lepszego kierowania swoimi mniejszymi braćmi.
Głównym zadaniem tej serii wykładów jest ratowanie Żydów przed antysemityzmem
Tak więc postawimy sobie za główne zadanie tej serii wykładów - ratowanie Żydów przed antysemityzmem. I nie ma co ukrywać, przecież wielu Żydów nie wie nic o problemach, związanych z tą "kwestią żydowską".
Aby rozwiązać problem antysemityzmu, powinniśmy my oraz sami Żydzi dokładnie rozeznać korzenie tego zjawiska. Oto dlaczego będę głosił te wykłady z punktu widzenia obrony Żydów przed antysemityzmem.
\ - Grigoriju Piotrowiczu, ale Szulgin napisał w swojej książce, że uważa antysemityzm za zdrowe i naturalne uczucie każdego narodu, jako naturalną reakcję obronną.*
- Zgadza się. Jednak książka Szulgina "Co nam się w nich nie podoba", po uważnym, a szczególnie po powtórnym czytaniu, sprawia wrażenie, że on wielu rzeczy nie dopowiada, zresztą jak i większość książek na ten temat. Zasadniczo zajmuje on takie same stanowisko, jak i Dostojewski –że niby nie mogę wam wszystkiego powiedzieć ...
Podobnie jak i słynny na Zachodzie filozof - Bierdiajew (ja nazywam go - Bierdiczewskij). On również przez cały czas mówi o związku Szatana i Antychrysta, w wyniku którego będzie królestwo księcia tego świata.
Książę tego świata według Biblii – to diabeł.
Książę tego świata według Biblii – to diabeł. Zobaczcie - on też wie, ale nie dopowiada. A przecież Antychryst - to Żydzi, a Szatan jest tym, co nazywamy degeneracją w naszych wykładach. Tj. wynaturzenie, choroby psychiczne i zboczenia (perwersje) seksualne. Są to, że tak powiemy, zboczeńcy - tubylcy z otaczającego środowiska.
Bierdiajew był żonaty z Żydówką
Tak więc Bierdiajew-Bierdiczewskij twierdzi, że ten, który urodzi się z tego związku, będzie rządził światem. A przecież i sam Bierdiajew był żonaty z Żydówką ...
Więc co wtedy z tego wychodzi? A wychodzi oto co - gdy tylko spróbujecie pisać, krytykować lub analizować Żydów, kwestię żydowską - natychmiast podniosą krzyk degeneraci z otaczającego środowiska i zaczną aktywnie występować w obronie Żydów.
Kiedy czasami musiałem wygłaszać moje wykłady dla pracowników intelektualnej elity, to wśród 12-15 osób zawsze znajdzie 2-3-ch, którzy zaczną histerycznie krzyczeć, że to wszystko jest bzdurą, nonsensem itd. itp.
Nie chciałem ich obrażać, ale musiałem powiedzieć - "Dlaczego się zdradzacie?". A potem okazuje się, że są żonaci z Żydówkami. Ale oni sami oraz ich żony starannie ukrywają to przed wszystkimi. Dlaczego? W końcu wydawałoby się, że należy być dumnym, przecież oni – to Naród Boży? Jeszcze jedna zagadka ...
Weźmy inny dobry przykład związku Szatana i Antychrysta. Sprawa słynnego psychiatry Biechtierewa. Obecnie w Związku Sowieckim zaczęto demaskować Stalina. Dyskredytuje się go całkowicie, ale jednak nie wspomina się o tym, że był on kaukaskim pół-Żydem. Nałożono na to tabu, choć jest to właśnie główny klucz do psychologii Stalina.
W prasie sowieckiej piszą teraz, że w 1927 r. Stalin zaprosił do siebie słynnego przedrewolucyjnego psychiatrę Biechtierewa na konsultację z powodu męczącej go bezsenności. I tutaj interesujące jest oto co – jeszcze w moich czasach każdy w Związku Radzieckim wiedział, że Stalin pracuje w nocy. Kiedy służyłem w Berlinie, w administracji wojskowej, nasi generałowie siedzieli do późna, oczekując, że może być telefon z Kremla, ponieważ Stalin i całe jego otocznie pracowali w nocy.
Wyjaśniano nam, że towarzysz Stalin jest tak wielkim człowiekiem pracy, że pracuje on w dniu i w nocy. A teraz wychodzi na jaw i ta tajemnica. Okazuje się, że Stalin przez całe życie cierpiał na bezsenność, dlatego pracował nocą i dręczył całe swoje otoczenie. A podczas badania Biechtierew oprócz bezsenności zdiagnozował jeszcze postępujący paraliż lewego ramienia Stalina. Stalin był „suchą rączką” (ros. – „сухоручкой”). W medycynie nazywa się to kacheksją (wrodzona „сухоручка” – charłactwo kostne, uschnięta ręka, tu lewego ramienia).
Biechtierew – diagnoza Stalina: Typowy paranoik
Zbadawszy Stalina, Biechtierew, wyszedł z gabinetu i od razu szczerze wyraził swoją diagnozę: "Typowy paranoik".
A paranoja jest jedną z najbardziej podstępnych i poważnych chorób psychicznych. Różnica między schizofrenią a paranoją jest raczej niejasna, ale paranoja jest gorsza. Jest to rodzaj agresywnej schizofrenii, której towarzyszy szereg manii - maniakalno-obsesyjnych idei, w tym mania wielkości i mania prześladowcza.
Z manii wielkości zrodził się kult jednostki Stalina, a z manii prześladowczej – niekończące się aresztowania i wieczne czystki. Dla doświadczonego psychiatry było to od razu widoczne.
Stalin miał również 155 centymetrów wzrostu. W Armii Sowieckiej istniało ograniczenie - ludzi poniżej 150 cm nie brano do wojska (karabin byłby wyższy od takiego żołnierza). A Stalin na niewiele przerósł to ograniczenie.
Mój wzrost - to 180 cm, a 155 cm - to wzrost niewielki nawet dla kobiet. Mam specjalną kartę dla karzełków. Co ciekawe, markiz de Sade był także karzełkiem, jakieś 155 cm wzrostu. Spędził połowę życia w więzieniu i w zakładzie dla obłąkanych, gdzie napisał kupę opowiadań, opisujących to, co później nazwano sadyzmem.
\ - A Fromm postawił diagnozę Stalinowi – aseksualny (bezpłciowy) sadyzm.*
Oto kto prowadził niezwykle krwawą i wyniszczającą wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi.
- Tak, Fromm - to był znany psychiatra. Weźmy teraz generała Franco, który toczył wojnę domową w Hiszpanii. Zginęła tam niemal jedna trzecia narodu hiszpańskiego. Według krwi generał Franco był czystym Żydem. I po ojcu i po matce. Był z przechrztów, co znowu dokładnie się ukrywa.
A od strony komunistycznej prowodyrem była Passjonaria. Dokładnie taka sama historia. Rasowa, pełnej krwi Żydówka z przechrztów i żona republikańskiego premiera Negrina. Oto kto prowadził niezwykle krwawą i wyniszczającą wojnę w Hiszpanii. Po obu stronach - Żydzi.
Biechtierew w wieku około 70 lat ożenił się z młodą Żydówką. Ponownie, związek Szatana i Antychrysta.
Franco miał 157 cm wzrostu, Napoleon miał 151 cm wzrostu. Pamiętacie - kompleks Napoleona? I wszystko to w większości przypadków jest związane z agresywnością. Tak więc Biechtierew dokonał trafnej diagnozy. A teraz w prasie sowieckiej piszą, że po takiej diagnozie Stalin go otruł. Po 3 dniach Biechtierew zmarł w tajemniczych okolicznościach. Krewni Biechtierewa wprost oskarżają o to jego nową młodą żonę. Okazuje się, że w wieku około 70 lat ożenił się on z młodą Żydówką. Ponownie, związek Szatana i Antychrysta.
Ta młoda Żydówka, wydaje się, że nazywała Berta Jakowlewna, była siostrzenicą szefa NKWD Jagody, czystej krwi Żyda. I, jak pisze prasa sowiecka, na rozkaz Stalina poprzez Jagodę jego siostrzenica otruła swego czcigodnego męża. A żydowska gazeta w Nowym Jorku, „New Russian Word” („Nowe Słowo Rosyjskie”), to wszystko przedrukowuje.
Przy bliższym zbadaniu tej sprawy ujawniają się następujące dziwne rzeczy. Okazuje się, że podczas słynnej sprawy Schneersona-Beilisa, która dla Rosji była odpowiednikiem słynnej głośnej sprawy Dreyfusa we Francji, w tym procesie w obronie Beilisa występował nie kto inny, jak tylko słynny psychiatra Biechtierew. To znaczy, był on Żydofilem.
Biechtierew urodził się w 1857 roku. Proces Schneersona-Beilisa miał miejsce w 1910 roku. Zwykle osoba w wieku 50 lat nie powinna popełniać pochopnych czynów. Oto jeszcze jeden żywy przykład tego, że jak tylko dotknie się kwestii żydowskiej, to pojawiają się degeneraci i natychmiast przystępują do obrony Żydów. Instynktownie.
Kontynuujmy naszą analizę przypadku Biechtierewa i przyjrzymy się innej książce. Aleksander Sielaninow, "Tajna siła masonerii", St. Petersburg, 1911 rok. Tutaj znowu, na stronie 99, spotykamy naszego dobrego znajomego. Znany mason Guczkow, jako Przewodniczący Dumy Państwowej wraz z profesorem Biechtierewem udał się do Konstantynopola, gdzie Młodzi Turcy (tj. tureccy masoni, którzy dokonali rewolucji w Turcji) uhonorowali ich z niezwykłą pompą. Na tej podstawie możemy wywnioskować, że Biechtierew był masonem i to wielkim masonem.
Według wielu źródeł, przed rewolucją Biechtierew był nie tylko lewicowcem, ale najbardziej, jak to się mówi, zażartym liberałem. Zachęcał studentów do brania udziału w ruchu rewolucyjnym, a nawet miał nieprzyjemności w służbie po roku 1905 z powodu swego skrajnego liberalizmu.
Dostojewski - jeśli ktokolwiek zniszczy Rosję, to będą to nie komuniści, nie anarchiści, a przeklęci liberałowie
A co mówił o liberałach F.M. Dostojewski? Powiedział, że jeśli ktoś zniszczy Rosję, to nie będą to komuniści, nie anarchiści, ale przeklęci liberałowie.
Ponieważ oni zawsze podkopują fundamenty państwa. Oto takim cholernym liberałem i był słynny profesor psychiatrii Biechtierew. I nie ma tu nic niezwykłego. Po przeanalizowaniu wielu znanych psychiatrów przekonałem się, że psychopatów wśród psychiatrów jest znacznie więcej niż w jakimkolwiek innym zawodzie.
Nasz Biechtierew, który w wieku 70 lat ożenił się z młodą Żydówką, jest dobrą ilustracją do definicji Bierdiajewa o związku Szatana i Antychrysta. Na początku wydawało nam się, że obrzydliwy be - Stalin otruł dobrego słynnego przedrewolucyjnego profesora psychiatrii Biechtierewa, prawdziwego miłośnika prawdy i patriotę. Który niby oto wyszedł i wyłożył całą prawdę: "Stalin – to paranoik".
Ale przy głębszej analizie widzimy, że Biechtierew był takim samym degeneracyjnym paskudztwem, jak sam Stalin, ale paskudztwem o dużo większym stażu. Znowu potwierdza się powiedzenie, według którego wąż gryzie siebie za ogon. Więc widzą Państwo, wszędzie szukamy prawidłowości i wszędzie je znajdujemy.
Powtarzam, robimy to wszystko po to, aby chronić Żydów przed antysemityzmem, a także innych normalnych ludzi, którzy bezmyślnie są oskarżani o antysemityzm.
Powróćmy do naszego dzisiejszego tematu - udziału Żydów w "rosyjskiej" rewolucji. Prezydent Reagan wielokrotnie powtarzał w ciągu swojej kariery, że Związek Sowiecki - to imperium zła. To stało się jego hasłem, ale żeby odkryć korzenie tego imperium zła, nikt w Ameryce nic nie zrobił. Dlaczego? Kolejna zagadka ...
Całe to zło w Związku Radzieckim utrzymywało się na Żydach
A przecież całe to zło w Związku Sowieckim utrzymywało się na Żydach. Teoria – na Karolu Marksie, a praktyka – na sowieckim rządzie, który w 80% składał się z jawnych Żydów, a pozostałe 20% - to zamaskowani pół-Żydzi lub ludzie żonaci z Żydówkami.
Dzisiaj Żydzi prawie każdego dnia podnoszą wycie do Niebios - holokaust, katastrofa ... O tym, jak Hitler zniszczył około 6 milionów Żydów (liczba ta jest przesadzona co najmniej dziesięć razy, patrz: Jürgen Graf. "Mit o Holokauście" Russian Gazette , - Русский вестник numer 32-34, 1996).
Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan
Nikt jednak nie krzyczy o tym, że Żydzi od czasu "rosyjskiej" rewolucji zlikwidowali ponad 60 milionów Rosjan i że są tu trochę winni. Teraz zajmiemy się tą kwestią bardziej szczegółowo.
Najbardziej znanym badaczem kwestii żydowskiej na emigracji rosyjskiej był niejaki Andriej Dikij (ros. - Андрей Дикий, pol. - Dziki), który napisał bardzo dobrą książkę "Żydzi w Rosji i w ZSRR". Książka ta została wydana w Nowym Jorku w 1967 roku. Uważnie ją przestudiowałem i uważam za bardzo interesującą i bardzo wartościową książkę.
Ale zaczniemy naszą analizę, przede wszystkim od autora. Andrieja Iwanowicza Dikiego, to jego pseudonim, a prawdziwe nazwisko autora - Zankiewicz. Być może Białorus, a może i nie - nie wiem. Jednak sam pseudonim jest dość charakterystyczny - Dikij - Dziki. Jeszcze słynny francuski pisarz Balzac zupełnie poważnie pisał: "Imię człowieka często wpływa na jego los". Sołżenicyn również to powtarza. Zwłaszcza, gdy dany człowiek sam wybiera sobie imię - pseudonim. Na przykład,- Maksim Gorkij. Jego prawdziwe nazwisko - to Pieszkow. Mało dźwięczne nazwisko. Jaki wybiera sobie pseudonim? Gorkij. (pol. – Gorzki). Dlaczego? Ten pseudonim odpowiadał goryczy, która była w jego duszy.
Specjalnie zajmowałem się tym problemem. Znam kilka przykładów na to, jak człowiek, który przyjął pseudonim Dikij, w swojej duszy był anarchistą. Na przykład, - Boris Wilde, literacki pseudonim Dikij, członek francuskiego ruchu oporu, rozstrzelany przez Niemców w 1942 roku. Z jego dzienników jasno widać, że ​​był on prawdziwym psychopatą, mono-maniakiem z kompleksem samozniszczenia, samobójstwa.
Oto inny przykład - kanclerz Niemiec Zachodnich Willy Brandt. Ale Brandt - okazało się, że to jego pseudonim, co oznacza pożar, a jego prawdziwe nazwisko to Fromm. Dzisiaj jest prezydentem Światowej Międzynarodówki Socjalistycznej, gdzie gromadzą się wszyscy lewicowcy i liberałowie.
Wróćmy do naszego Dikiego - Dzikiego. Okazuje się, że miał młodszego brata – „suchą-rączkę” – z uschniętą ręką (ros. – „сухоручкy”).
A nieubłagane prawo natury mówi - jeśli jeden brat lub siostra ma znaki degeneracyjne (zwyrodnieniowe), to z reguły rozprzestrzeniają się one na wszystkich braci i siostry, ponieważ jest to genetyczne. W ciągu kilku pokoleń ginie cały ród, ponieważ źródłem tego wszystkiego jest zwyrodnienie (degeneracja).
Czasami na wykładach zamiast terminu – degeneracja będę mówił zboczenie, zwyrodnienie, aby nie było elementu zniewagi. Jeden z największych badaczy degeneracji, uczeń profesora Lombroso, Max Nordau, nazywał Lwa Tołstoja zboczeńcem (zwyrodnialcem) najwyższego rzędu. Nordau napisał nawet książkę „Degeneracja”, która została kilkakrotnie wydana przed rewolucją w języku rosyjskim. W swojej pracy analizował on degenerację w dziedzinie literatury i poświęcił wiele miejsca L. N. Tołstojowi. W rzeczy samej – niezręcznie jest nazywać światowej sławy pisarza degeneratem, więc wymyślił on nowy termin – zboczeniec najwyższego rzędu.
Do „Głosu Ameryki” byli brani tylko ludzie z kompleksem pederastii Lenina
A więc, na mojej fiszce na Andrieja Dikiego jest napisane - brat „sucha-rączka”. Informacja otrzymana od Georgesa Kostina (ros.- Жоржа Костина) 25 grudnia 1972 roku. Georges wyglądał na mniej niż 50 lat, był taki pomarszczony ... no, w ogóle nieciekawy. A obok niego siedziała młoda piękna żona. Potem okazało się, że to było takie samo fikcyjne małżeństwo, jak i u profesora Biechtierewa.
Ten George Kostin pracował dla „Głosu Ameryki” i wiem, że tylko ludzie z kompleksem pederastii Lenina byli brani do „Głosu Ameryki”. Tak więc - informację o bracie „suchej rączce” powiedział mi ten George. Podobne poznaje się przez podobne. Rzecz w tym, że zwykły człowiek może nie zwrócić uwagi na ten fakt, ale legionista zawsze zobaczy legionistę. Wiec, jak się mówi, dzięki za informację ...
Andriej Dikij w latach 30-tych był jednym z liderów NTS*/, solidaristów. I to był wciąż ten sam gang. To była masońska sztuczka. Tylko dlatego amerykański wywiad płacił im pieniądze. Później Dikij pokłócił się z NTS, tak jak to jest z ludźmi "dzikimi", którzy z nikim się nie dogadują, ponieważ są permanentnymi rewolucjonistami. Jest to już drugi minus. Policzmy zatem plusy i minusy.
*/ - NTS - Związek Rosyjskich Ludzi Pracy Solidarystów (НТС – Наро́дно-трудово́й сою́з росси́йских солидари́стов). NTS/НТС – polityczna organizacja emigracji rosyjskiej (A.L.)
Już wcześniej powiedziałem wprost, że jego książka jest bardzo dobra, bardzo cenna. To duży plus. Analizując autora, natkniemy się jednak na trzy minusy: po pierwsze, Dikij - to anarchista, po drugie - brat „sucha-rączka”, po trzecie - jeden z liderów NTS.
Zmarł on w 1977 roku po długiej i ciężkiej chorobie. Umierał bardzo ciężko w domu starców na farmie Tołstoja. Dziko krzyczał. Zauważmy, że do domu starców biorą tylko ludzi w podeszłym wieku, którzy są chorzy psychicznie lub sparaliżowani. Czyli takich, którzy nie mogą zająć się sobą.
Andriej Dikij - najsłynniejszy Antysemita na rosyjskiej emigracji ożenił się z Żydówką!
Ze swoją pierwszą żonę dzieci nie miał. Już w dojrzałym wieku 50-60 lat żeni się z drugą. Ale kim była ta żona? Żydówką - karaimką. Czyli najsłynniejszy Antysemita na rosyjskiej emigracji ożenił się z Żydówką!
* - Tak samo było z przywódcą rosyjskich faszystów w USA – Wonsiaсkim (ros. –Вонсяцким), on również był żonaty z Żydówką.
- Tak, to samo jak z Wonsiackim. W pierwszym małżeństwie przywódca rosyjskich faszystów w Stanach Zjednoczonych Wonsiacki miał za żonę młodziutką Żydówkę z Odessy. W drugim małżeństwie ożenił się z kobietą - milionerką, która była dwa razy starsza od niego, nadawała się na jego matkę. Gorszący kompleks Edypa. Wszyscy oni – to dziwacy. Ale za tymi dziwactwami ukryte są zaburzenia psychiczne. Ci ludzie próbują wstrząsnąć całym światem.
* - Tu przychodzi na myśl jeden z aksjomatów z poprzedniej serii wykładów "Protokoły Sowieckich Mędrców". Stałym i bolesnym antysemitą będzie najczęściej osoba z domieszką krwi żydowskiej (ros. - c прожидью).
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2017.07.08 19:03 ben13022 Prof. Jan Zielonka: Jeżeli ktoś mówi, że wyborca zgłupiał, to dla mnie nie jest demokratą [Wywiad]

Liberalizm to jest pakiet, który działa tylko w całości. Nie można zgadzać się na sprzeczne z liberalizmem nierówności społeczne, tak jak nie można się zgadzać na hasła rasistowskie i tortury. Rozmowa z Janem Zielonką, profesorem polityki europejskiej na Oksfordzie
GRZEGORZ SROCZYŃSKI: „Zdradziliśmy nasze wolnościowe ideały, tolerowaliśmy dzikie nierówności i niszczenie państwa opiekuńczego, napadaliśmy inne kraje z wątpliwych powodów, torturowaliśmy więźniów i zawsze mieliśmy jakieś dobre usprawiedliwienia dla tych wszystkich praktyk. Ale nie powinniśmy się dziwić, że wyborcy chcą teraz kogoś innego” – mówił pan miesiąc temu w Brukseli. W czyim imieniu?
JAN ZIELONKA: Liberałów. Czuję się społecznym liberałem.
Takie bicie się w piersi ma sens?
Posłańca?
„Establishment musi zapłacić za to, co zrobił” – to pana słowa. Brzmi jak z wiecu Donalda Trumpa lub Marine Le Pen.
Pan też?
Presji?
Dentystę?
Tamci nie są gorsi?
Większy niż ten, który jest?
Czyli jakie?
Kontrrewolucji?
Podobnie uważa publicystka „The Washington Post” Anne Applebaum. W co drugim felietonie udowadnia, że lewicowy i prawicowy populizm są tak samo okropne. Adam Michnik pisze: „Zalewa nas kretynizm prawicowy i kretynizm lewicowy”.
I idzie jakiś nowy?
Pomyślał. Pan na przykład wydał książkę „Koniec Unii Europejskiej?”.
Bo?
Chyba inaczej. Chcą, żeby te państwa się połączyły w jeden organizm ze wspólnym sprawnym rządem.
Mówiliśmy o kryzysie intelektualnym. Pracuję na największym wydziale nauk politycznych w Europie i do dziś nie ma tu nikogo, kto rozumie nieformalne układy, sieci i powiązania. Wciąż w naukach politycznych wałkujemy partie i systemy partyjne. Tak jakby te partie miały dziś jakiekolwiek znaczenie. Starałem się ostatnio dotrzeć do informacji, jaki jest przeciętny wiek członka brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Wyszło mi, że 74 lata. Zrobiła się chryja, że źle policzyłem, nakłamałem, bo – jak ktoś udowodnił – ten średni wiek to nie 74 lata, tylko 68 lat. I co z tym robić?
Nie wiem.
Rynki finansowe i rynki surowcowe to są siły, nad którymi nikt nie panuje.
No tak.
Czyli jaki?
Światowe ministerstwo praw człowieka?
Gdzie?
Jak?
Nie będzie?
Eksperymenty?
No ale kupili.
Juncker się zmienił. Mówi tak: „Musimy się zająć źródłami niezadowolenia ludzi i chronić ich przed ciemnymi stronami globalizacji”. Zapowiada walkę z nierównościami.
Juncker zapowiada likwidację rajów podatkowych. Zna się na tym, bo wie z praktyki, jak działa optymalizacja podatkowa. Ostatnio dosolił 13 mld euro firmie Apple za unikanie podatków.
To znowu brzmi jak cytat z Trumpa albo Farage’a.
Takie krytykowanie nie napędza populistów?
Kontrrewolucja jest do powstrzymania?
Może trzeba się przyłączyć?
Iść z nimi do łóżka?
Happy endem?
Może przyjdą.
To gdzie iść?
Czyli co robić?
Czyli?
Ale z tego walenia się w pierś nic nie wynika. Kompletnie nic. Pan powie z Brukseli „schrzaniliśmy”, koledzy pokiwają głowami. I tyle.
Trumpowi, Le Pen i Putinowi.
Czyli obóz liberalny ma złożyć broń i się rozejść.
*Jan Zielonka – ur. w 1955 r., profesor polityki europejskiej na Oksfordzie i w Ralf Dahrendorf Fellow w St. Antony’s College. Po polsku wyszły dwie jego książki: „Europa jako imperium” oraz „Koniec Unii Europejskiej?”
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21095598,jan-zielonka-nie-bedzie-jak-bylo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.06 09:41 SoleWanderer Woje wyklęci spod Smoleńska. Jak uporać się z pamięcią narodową

MARCIN NAPIÓRKOWSKI - ur. w 1985 r., semiotyk kultury, pracuje w Instytucie Kultury Polskiej UW. Prowadzi blog Mitologiawspolczesna.pl. Właśnie ukazała się jego książka "Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014"
KATARZYNA WĘŻYK: Zima 1945 r., ludzie zaczynają wracać do Warszawy - co widzą?
MARCIN NAPIÓRKOWSKI: Coś strasznego. Nawet nie bardzo wiemy co, bo z jakiegoś powodu - im bardziej jest niezrozumiały, tym bardziej się wydaje mroczny - właściwie nikt o tym nie pisze, nikt tego nie utrwala.
Jak to? Nie ma zdjęć z tego okresu?
Oczywiście trzeba je pochować. Pierwszy obowiązek był wobec nich, bo niepochowany zmarły wraca jako upiór.
Warszawa zimą 1945 - zobacz świat po apokalipsie. Zdjęcia
A nie wobec żywych? Te 200 tysięcy zwłok to chociażby zagrożenie epidemiologiczne.
Może powinniśmy.
A alejka Armii Ludowej byłaby malutka.
"1945. Wojna i pokój" Grzebałkowskiej. Oto warszawskie fragmenty
To są te dwie konkurencyjne narracje: pochodu i konduktu?
Podwójna krzywda.
Przychodzi 1989 r. i okazuje się, że on w pamięci powstania nie jest ważną cezurą. Mamy przez chwilę boom pamięciowy, głównie nastawiony na doraźne rozliczenia, a potem społeczeństwo interesuje się zupełnie czym innym.
Powrót do ruin Warszawa 1945. Mimo trwającej wojny zaczęła się odbudowa
Budujemy kapitalizm.
I nagle wybucha prawdziwy boom pamięciowy. Zwrot w myśleniu. Pojawiają się głosy, że i nasz sukces, i porażka są zbudowane na piasku, że musimy przebudować wszystko. I nagle się okazuje, że topos rywalizacji między pamięcią oficjalną a oddolną znów się uaktywnia. Co widać przy okazji każdej rocznicy na Powązkach.
Jak w tę walkę o pamięć wpisuje się dopisanie ofiar katastrofy smoleńskiej do powstańczego apelu? Napisał pan na blogu, że "ma to sens".
Ten mechanizm zresztą wykorzystywano często przez te 72 lata. W powstańczą narrację próbowano wpisać odwilż w 1956 r., strajki i sukces "Solidarności" w 1980 r., potem stan wojenny - budując ciągłość. I nagle pojawia się katastrofa smoleńska, którą znowu różne siły próbują wpisać w sensowną opowieść o Polsce. Dla semiotyka to wręcz modelowy przykład.
Naznaczeni Smoleńskiem. Rozmowa z psychoterapeutką Bogną Szymkiewicz
To znaczy?
Wyciągamy więc dwie karteczki - katastrofa smoleńska i powstanie - i wykonujemy to samo ćwiczenie. Jeśli katastrofa jest jak powstanie, to zostaje ona odczytana jako heroiczny zryw patriotów. Albo jako działania jakiejś potężnej siły, która zabija to, co w Polakach najlepsze.
Ale przede wszystkim powstanie funkcjonuje dziś jako opowieść o wyklętej pamięci. Coś, czego upamiętnianie przez lata było zafałszowane czy wręcz uniemożliwione. Więc jeśli mówimy: "Katastrofa smoleńska jest jak powstanie warszawskie", to mówimy: "Znów są jacyś oni, którzy nie pozwalają nam pamiętać". Ale my wracamy do prawdy, przyzywając zmarłych i tworząc obraz pochodu historii. Takiego, jaki opisywał Krzysztof Kamil Baczyński: na początku idą woje piastowscy, w środku rycerze spod Grunwaldu, XIX-wieczni powstańcy, ofiary powstania warszawskiego, Katynia, a na końcu ci, którzy już nie zginęli, tylko polegli pod Smoleńskiem.
Możemy to uznać za dobrą opowieść o Polsce lub szkodliwą. Ale niezależnie od tego, czy nam się podoba, powinniśmy podejmować rzetelne próby jej zrozumienia. Jeśli nam się podoba, to będziemy ją mogli dzięki temu wzbogacać, rozwijać. Jeśli nie, to bez próby jej zrozumienia będziemy tylko walić kijem na oślep.
Powstanie w wersji pop. Polskie pożegnanie z traumą
A potrzebny jest raczej osinowy kołek?
Ale nie sądzi pan, że PiS mógł przeszarżować? Bo powstanie warszawskie stało się takim gigantem, że próba "wampiryzmu pamięciowego" na nim może być jak doładowywanie baterii promieniami słońca: prędzej się spali, niż doładuje.
Tu pojawia się zresztą oś drugiego sporu, który ostatnio wokół powstania wybucha. Jest taki straszliwy gatunek filmowy...
...polska komedia romantyczna?
O tym trochę jest debata: czy wolno pasożytować na powstaniu? Czy wolno łączyć z innymi wydarzeniami i nosić powstańcze opaski do zdjęć, czy to profanacja? I czy taki patriotyzm "opaskowy" jest jak ten fałszywy tatuaż? Takie "gangsterskie oburzenie" wyraził ostatnio Witold Głowacki z "Polska The Times", który na Facebooku napisał: "Chcesz poczuć się jak Powstaniec? Idź pięć kilometrów pełnym fekaliów kanałem o wymiarach 110x60 cm. Zajmie ci to około 20 godzin. Unaocznij sobie rzeź Woli i Ochoty".
Najstraszliwsze rzeczy działy się na Woli i Ochocie. Z Adamem Siwkiem rozmawia Adam Leszczyński
Ale obie te postawy są perwersyjnymi skrajnościami. Zarówno mówienie: "Powstanie warszawskie jest tak straszliwe, że nawet myślenie o nim powinno nas napawać grozą", jak i postawa: "Na tygrysy mają visy, założymy plastikowe hełmy i będziemy jak powstańcy". Między tymi skrajnościami rozpina się spektrum możliwych postaw. Trzeba jakoś znaleźć równowagę.
Widziała pani tekst "apelu smoleńskiego"?
Nie.
Panie Wołodyjowski, larum grają!
Bardzo mnie też zastanawia, że kiedy pojawiały się gwizdy i buczenie na Powązkach, wiele osób, które brały udział w uroczystościach w latach 80., mówiło: "Pod pomnikiem Gloria Victis nigdy nie było wieców i bieżącej polityki".
A są setki świadectw, które pokazują, że w latach 80. to była norma. W 1984 r. nie dopuszczono oficjalnej delegacji. Opozycja przejęła obchody i wzywano imiona żyjących Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz, upamiętniano ofiary strajków "Solidarności". Tyle że pewne rzeczy, które się działy w latach 80., wydają się niektórym akceptowalne, bo wtedy była inna sytuacja.
Psycholog: potrzeba trzech pokoleń, żeby Polacy pozbyli się wojennej traumy
No bo jednak trochę była.
Pytanie, kiedy - i czy w ogóle - ci ludzie poczują się u siebie.
PiS ma problem, bo zawsze stał tam, gdzie stali buczący na władzę, a teraz sam jest władzą. I co, będzie buczał sam na siebie?
A brak dowodów na jego istnienie jest największym dowodem na jego istnienie.
Przeciwko "apelowi smoleńskiemu" zaprotestował m.in. Jan Młynarski. Poczuł się w obowiązku "zaprotestować przeciwko zbijaniu kapitału politycznego na etosie powstania warszawskiego. Powstanie warszawskie i Warszawa to nie prostytutki z pigalaka, których można używać jak komu wygodnie bez względu na konsekwencje".
A, więc to miecz obosieczny.
A jak w historię pamięci wpisać ukomiksowienie powstania, wpisanie go w kontekst popkulturowy, który od jakichś 10 lat dominuje?
Kiedy upamiętniano kogoś w starożytnym Rzymie, to mu się wystawiało łuk triumfalny. W średniowieczu - pisało epos rycerski. Każda epoka ma swoje narzędzia. Niektóre są bardzo stare i dlatego uważamy, że są fajne i nobliwe, np. wyczytywanie nazwisk poległych na cmentarzu. Ale gdy widzimy nowoczesne formy upamiętniania: nalepki na zderzaki, T-shirty, statusy na Facebooku, to myślimy: "Niestosowne!".
A stosowne? Te Morowe Panny z czerwoną szminką, te selfie w opasce, magnesy na lodówkę i poszewki z kotwicą, cały ten badziew - to pana nie denerwuje? Toż to straszny kicz.
Powiedzmy, że kocham mamę i chcę to okazać. Mogę założyć T-shirt z napisem: "Kocham mamę", mogę, jak uczy mnie reklama, kupić jej merci, mogę ją zabrać do kina, mogę coś zrobić samemu - jest mnóstwo sklepów, które mi sprzedadzą odpowiednie narzędzia. Ale wszystko to obraca się w sferze znaków czy praktyk dostarczanych przez kapitalizm. Czy to znaczy, że mniej kocham mamę, bo coś jej kupuję?
Jestem młodym patriotą - w jaki sposób mam to zademonstrować? Jeśli lubię jakiś klub piłkarski, to kupuję T-shirt. Jeśli kocham ojczyznę, robię to samo. Najlepiej widać to na Facebooku. Wszystko, co nas porusza, co kochamy i czego nienawidzimy, przeżywamy poprzez media społecznościowe. Ich obecność w praktyce pamięci nie jest infantylizacją powstania ani komercjalizacją, jest po prostu wykorzystaniem codziennego repertuaru środków i znaków.
Ja mam dysonans. Z jednej strony wysokie C, to definiujący moment polskiej tożsamości, tragedia, heroizm, a potem na stronie z "patriotycznymi koszulkami" widzę komunikat, że z okazji 72. rocznicy powstania jest wyprzedaż 72 proc.
Ale może to nasz sposób przeżywania patriotyzmu jest specyficzny? Może w kraju, którego mieszkańcy przez lata nie czuli się gospodarzami na własnej ziemi, zaczęliśmy przywiązywać osobliwie dużą wagę do takich rzeczy. Może dlatego nie potrafimy się śmiać z patriotyzmu i razi nas patriotyzm codzienny, że zbyt długo zbyt ryzykowne było jego manifestowanie. Dla takich Amerykanów flaga na T-shircie nie jest nawet symbolem patriotyzmu. Nikt też nie manifestuje miłości do Wielkiej Brytanii, nosząc conversy z Union Jackiem. To po prostu motyw kulturowy, brytyjskość jest fajna. A biało-czerwona koszulka to wciąż "odzież patriotyczna".
Może powinno nas zaskoczyć właśnie to, że myślimy: "Morowe Panny, jaki kicz"? Może norma jest daleko od tego, co nam się wydaje?
Ale Amerykanie jednak celebrują zwycięstwa, a my rzeź cywilów i zrównanie miasta z ziemią. Selfie z opaską wydaje się pewną trywializacją.
Wojna w Wietnamie jest modelowa dla badań nad dyskursem pamięci traum. Spory, dramatyczne doświadczenia, znacznie więcej weteranów żyje - a jednak w popkulturze zdołała się już tak oswoić, że film o Wietnamie, który ma elementy komediowe, nie razi. To popularny mem: facet ze strasznie poważną miną i podpis: "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z Wietnamu". Powodzenia ze zrobieniem memu "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z powstania warszawskiego". Może dlatego, że praca nad rozbrajaniem tamtej traumy rozpoczęła się wkrótce po Wietnamie, a na rzetelną pracę nad pamięcią powstania wciąż czekamy.
OK, ale też nie ma memów "Nigdy nie wiesz, kiedy wrócą wspomnienia z Auschwitz".
Nawet w udisnejowionej oprawie?
Powstanie też ma swoje pluszowe psy. Zadawajmy pytanie, komu i do czego ono jest potrzebne. Czy tym, którzy chcieliby w nim widzieć lekcję, że nigdy więcej wojny, każda wojna jest zła? Czy tym, co widzą opowieść o tym, że wojna jest heroiczna i piękna i powinniśmy być gotowi w każdej chwili walczyć o polskość?
Ta druga pana nie przeraża?
A jako człowieka?
To musi być męczące. No dobrze, to jako badacza to pana nie przeraża?
Oczywiście to bardzo uprościłem. Nie wierzę, że ktokolwiek tworzący Muzeum Powstania Warszawskiego albo odwiedzający je podpisałby się pod stwierdzeniem, że wojna jest piękna.
No nie wiem, recenzenci skrytykowali Muzeum II Wojny Światowej, że nie dość pokazuje pozytywne skutki wojny. Która hartuje charakter.
Czuć trochę w tej pana książce tęsknotę za spokojnym spacerem po Warszawie.
Nie no, tak się nie da żyć.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.04.02 12:09 ben13022 Wywiad z Michałem Boni o rządach PO. "Byliśmy głusi"

Donald wziął udział w jednej z debat o raporcie "Młodzi 2011", ale zaraz padły głosy od jego bliskich kolegów, żeby się puknął w głowę i na to nie chodził. Bo to dla nas zbyt krytyczne. Z Michałem Bonim rozmawia Grzegorz Sroczyński Michał Boni - ur. w 1954 r. skończył polonistykę na UW, doktorat pisał o stereotypie robotnika w czasach stalinowskich. W stanie wojennym był naczelnym podziemnego tygodnika "Wola". W wolnej Polsce został zastępcą Jacka Kuronia w Ministerstwie Pracy, później był ministrem pracy. Związany z Unią Wolności i PO. Był szefem zespołu doradców strategicznych premiera Tuska, a potem ministrem administracji i cyfryzacji. W 2013 roku odszedł z rządu, obecnie jest europosłem.
Grzegorz Sroczyński: To był pański pomysł?
Michał Boni: Pracodawcy z tym przyszli. Chcieli, żeby im gorset poluzować. Miało być na rok, dwa lata, na przetrwanie kryzysu. A potem już tak zostało.
Wiedzieliście, co się dzieje?
Zło?
Odpuściliście. Dlaczego?
Pan był mózgiem.
Prof. Krystyna Skarżyńska mówi tak: "Od dawna twierdzę, że niechęć do całego systemu politycznego ma swoje źródło w tym, jak pracownicy są traktowani przez zwierzchników".
I dalej: "Ludzie uważają, że to władza tak nas urządziła, więc odpłacimy jej pięknym za nadobne".
Jak to jest, że człowiek odpowiedzialny za strategię rządu wszystko to wie: badania, eksperci, Tito Boeri i tak dalej - i nic.
Z kim?
Wstydliwie?
Z czego?
Bo?
Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.
Jaką?
Dziczał na waszych oczach rynek pracy. Mamy najwyższy wskaźnik umów śmieciowych w Europie, nawet Komisja Europejska nas za to skarciła. Jak się dzieją takie rzeczy, to każda władza, która ma podstawowy instynkt samozachowawczy, powinna przykręcić śrubę. Powiedzieć: "Spadajcie na drzewo, drodzy pracodawcy, wracamy do etatów, bo ludzie nas zjedzą". A wy nic.
Na sam koniec.
Kolega Tuska.
Rosła wam cały czas dziura w ZUS, bo od śmieciówek przecież składki nie były płacone. Dorota Gardias twierdzi, że wszystko to panu mówiła. Pan tylko kiwał głową.
I co?
Bo?
To się zostawia dziesięć punktów: to i to trzeba koniecznie zrobić.
I co?
Ale dlaczego się nie robi? Dlaczego kolejne ekipy przygotowują plany - plan Kołodki, plan Hausnera, plan Boniego, plan Morawieckiego - a potem "się nie robi"?
Gówna?
Da się.
Jaki?
Bo?
To dlaczego nie?
Wymówki.
Wmówiliście. Liberałowie.
To dlaczego zamroziliście?
Można nie słuchać.
I co z tego wynika?
Wtedy się zaczął kręcić sznur na waszą szyję?
Czyli?
To o co?
"Żołnierze wyklęci"?
Pan to wymyślił?
To było dobre hasło?
Sormanowskim?
Mieliście blokadę ideową?
Wstydzić się?
Że pracodawca ma mieć dobrze.
I co z tego wynika?
A Szejnfeld co na to powie?
To dlaczego w kółko klepano o Karcie?
Kto w Polsce narzuca klimat ideowy? FOR? Lewiatan? Eksperci z banków? Balcerowicz?
A pracodawcy?
Lobby?
Pytam, bo różne rzeczy, które robi teraz PiS, mogliście wy zrobić. Dodatkowe opodatkowanie banków to nie jest pomysł z kosmosu, w Europie takie rzeczy są wprowadzane. Dlaczego wy nie? Mielibyście na przedszkola.
Politycy między sobą rozmawiają o jakichś książkach? Na przykład o "Kapitale w XXI wieku" Piketty'ego rozmawialiście z Tuskiem?
Pan sobie czytał i pana z rządu wypchnęli.
Cały Zachód dyskutuje o nierównościach, łącznie z MFW i Bankiem Światowym. W Polsce temat nie istnieje. Dlaczego?
Jak zwykle winny PiS.
Czy trudno przyznać się do współpracy z SB?
W 1992 roku znalazł się pan na liście Macierewicza i zareagował podobnie jak Wałęsa. Najpierw pan chciał się przyznać, a potem się wycofał. Dlaczego?
Że pan podpisał zobowiązanie do współpracy, ale nie podjął współpracy.
No ale pan jednak siadał.
Może źle pan pamięta.
A zajrzał pan?
Przecież pan wie, że umysł fałszuje, upiększa i wypiera.
To takie trudne?
I lepiej?
Nikt pana nie ocenia przez pryzmat tej historii.
Ta sprawa ma dla pana wciąż duże znaczenie?
Snów?
A trzecia ważna sprawa dzieje się teraz. Męczące, trudne uczucie, że nam wszystko PiS odbiera. I też mam sny.
Jakie?
Nie. Ale nie rozumiem, dlaczego wy aż tak się boicie Kaczyńskiego.
Ludzie z pańskiego pokolenia. On w was wywołuje niebywałe emocje i lęki, których nie rozumiem.
Nie zacznie.
Czego chciał Boni
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,151484,19853739,michal-boni-bylismy-glusi.html#TRwknd
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.01.11 17:43 SoleWanderer Ziemowit Szczerek - Polska kontra Polacy

http://wyborcza.pl/magazyn/1,149726,19369271,ziemowit-szczerek-polska-kontra-polacy.html
*Wiem, że spamuję Szczerkiem, ale ten znów celnie. Co prawda przed porównaniem Merkel do Havla czy nawet Michnika nieco się wzdragam, ale warto przeczytać. *
Dużo jeżdżę po Polsce. Lubię. Lubię na przykład wjeżdżać na dawne niemieckie terytorium. Patrzeć na wioski i miasteczka i zgadywać, czy to jeszcze dawna Rosja, czy dawne Niemcy. Zatrzymuję się i chodzę po ulicach, patrzę na ten polski nalot na murach, czasem jeszcze obłażących, czasem już wytynkowanych - i coraz bardziej mi się ten polski nalot podoba.
Wyobrażam sobie czasem, jak by to mogło wyglądać teraz, gdyby na tej polskiej Poniemiecji nadal były Niemcy. Porządek. Ordnung. Wyobrażam sobie to w Legnicy, w Zielonej Górze, w Szczecinie - i ziewać mi się chce. Lubię Niemcy, ale zasypiam tam za kierownicą. Ach, to ich obsesyjne nakładanie na rzeczywistość politury, to wygładzanie, czego się da.
Polska, owszem, często przegina w drugą stronę i traktuje tę Poniemiecję trochę jak zapuszczony garaż. Umówmy się: nie używa pozostawionych tu przez Niemców skorup cywilizacji zgodnie z ich przeznaczeniem - ale przynajmniej coś się, Himmelherrgott, w tej polskiej Poniemiecji zaskakującego dzieje.
Bo w Niemczech trzeba sobie cały czas coś mocno wyobrażać, żeby nie zasnąć. Niemcy, owszem, teoretycznie są efektowne, bo są przecież Alpy, dolina Renu, architektura - ale to wszystko jest tak jednorodnie pokryte lakierem wypiększającym, że im się ta cała efektowność rozmywa. Przedobrzyli, Niemczyska. Niemcom jakimś cudem udało się z pięknego, niesamowitego kraju zrobić lukrowany domek dla lalek.
No, nie całego. Ratują się jeszcze, tu i tam, cudowne miejsca w byłym NRD, jakieś Görlitz, Guben, Rugia, te wszystkie piękne, upiornie pustawe miasta przy granicy z Polską. Moje ulubione to zdecydowanie Frankfurt nad Odrą. Puste trupy okien w poopuszczanych blokach z widokiem na Polskę, bo kto może, ten spieprza stąd na zachód. Po pierwsze, sprawy ekonomiczno-cywilizacyjne, ale generalnie być Niemcem i żyć w bloku z widokiem na Polskę to jednak perwera.
Ale to raczej wyjątek. Poza tym jest miło i banalnie ładnie: drobna kostka na chodnikach i napisy szwabachą na białych murach.
Generalnie - Niemiec, które robią wrażenie, pozostaje szukać w polskiej Poniemiecji. Tutaj dopiero je czuję. Czuję horroroidalny spadek tej monumentalnej kultury, która też, kiedyś, dawno temu, chciała przeganiać Zachód, i pod wieloma względami przegoniła. I przegięła, bo dostała od tego przeganiania takiej korby, że pomyślała: a może by tak spalić świat?
Wschód - dlatego że nim gardziła, bo być może gdzieś tam, głęboko, miała niepokojące przeczucie, że z niego wyszła i do niego przynależy.
A Zachód - dlatego, że to on nią wzgardził. Ach, te nachalne umizgi do Brytyjczyków w czasie II wojny światowej odrzucane z obrzydzeniem przez Churchilla. Ach, te pielgrzymki młodych wehrmachtowców, by choć raz zobaczyć Moulin Rouge i udawać, że nie czuje się na wygolonych karkach kpiących spojrzeń paryżan.
No więc próbować przegonić, a następnie - zesrać się, a się nie dać. Żeby było ładniej, to zesranie się a niedanie się nazwano Götterdammerungiem.
Skończyło się tak, że stało się to pierwsze, a to drugie się nie udało, bo się udać nie mogło.
Mamy w domu zdjęcie rozpieprzonego przez Rosjan Reichstagu, serca rozwalonego przez Wschód Berlina. I ten moment, w którym Niemcy przestali nadawać sobie tę słynną formę, wygląda przerażająco. Moment, gdy Wschód liznął Niemcy gorącym jęzorem. Zdarł odprasowany mundur od Hugo Bossa razem z wykrochmaloną bielizną, złachmanił, i kazał włożyć z powrotem. Gdy złapano ich za kark i wykręcono ręce, by przestały opętańczo urabiać rzeczywistość.
I gdy, jak na końcu każdego odcinka "Scooby Doo", zdarto z Niemiec maskę, okazało się, że jest za nią zwykły, wystraszony Środkowoeuropejczyk, który zapadł na manię wielkości połączoną z kompleksem niższości, ale teraz płacze i marzy o tym, żeby się to wszystko już skończyło.
No tak, i teraz Niemcy tak bardzo się same siebie boją, boją się, żeby Jekyll nie przerodził się już nigdy w Hyde'a. W dziedzinie przestrzegania praw człowieka, jakości instytucji demokratycznych, dialogu publicznego stały się bardziej zachodnie niż ten wyobrażony Zachód.
I przestrzegają tych reguł, nawet jeśli, jak by się wydawało, godzi to w ich własne interesy. Bo pojęcie własnego interesu rozszerzyli na całą Unię. W której sprawują hegemonię, być może dlatego, że inaczej nie umieją, ale pewnie też na zasadzie "ktoś musi". Bo kto wie, czy Niemcy nie są ostatnimi, którzy wierzą jeszcze w Unię. A konkretniej Angela Merkel, i to, być może, dlatego, że jest z tego samego ideologicznego sortu co Havel czy Michnik. I kto wie, co się z Unią stanie, gdy w Berlinie znów zapanuje ktoś na kształt Gerharda Schrödera. Bo gdy Niemcy przestaną wierzyć w Unię i trzymać ją w jakiej takiej kupie, to stanie się ta Unia czymś równie pięknym, co teoretycznym. Jak, dajmy na to, ONZ.
Obecnej Polsce nie podoba się europejska hegemonia Niemiec tak samo, jak Rosji nie podoba się światowa hegemonia Stanów Zjednoczonych. Sami sobie, mówi taka Rosja, poradzimy na swojej bliskiej zagranicy. Ale wydaje się, że o wiele mądrzej od Rosji grają Chiny, którym światowa hegemonia Stanów też się nie podoba, ale które zdają sobie sprawę z faktu, że jeśli ta hegemonia upadnie, to upadnie cały układ zapewniający jaką taką światową stabilność, a na czymś takim Chiny mogą tylko stracić, a nie zyskać.
A, umówmy się, świat mógłby mieć o wiele gorszego hegemona niż Stany, przy całym dystansie, który można mieć do polityki przez Stany prowadzonej. Lepszego, być może, też mógłby mieć. Na przykład - choć brzmi to jak mrzonki - Unię. Ale w tej, wiadomo, rządzą Niemcy...
Ale co tam wielki świat. Ja tylko jeżdżę po Polsce. Po polskiej Poniemiecji. Jeżdżę i patrzę. Podziwiam albo kręcę głową. Kiedyś więcej kręciłem, teraz coraz częściej podziwiam. Podobają mi się te poniemieckie wsie, pogubione w lasach albo wśród pagórków, tak bardzo inne od tych z dawnej Kongresówki. Poukładane na czytelnym planie, a nie odbudowujące się co chwila od początku, piętrzące w chaosie coraz to nowszych form.
Podobają mi się poniemieckie miasteczka, porozpieprzane w czasie wojny i zabudowane w czasie socjalizmu blokowymi plombami, z tym kompletnym pogubieniem się, gdzie tu jest głowa, gdzie nogi, z tym triumfalnym zwycięstwem polskości, która zamiast zwycięskich proporców pozatykała gdzie się da szyldy, symbole swoich małych biznesów, jako sztandary zwycięstwa polskiego indywidualizmu nad niemiecką panestetyzacją.
Podoba mi się, mimo że bywa brzydko jak cholera, bo przynajmniej jest ciekawie. Jak jest forsa - to w błyskotki i byle drożej i bardziej chamsko. Jak forsy nie ma - to w co się da. Co jest. Tanizna z sieciówek i co tam kto znajdzie bardziej kozackiego. Dzikość serca, generalnie. I w sumie nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia niemieccy hipsterzy zainicjowali akcję pod tytułem "spluralizujmy na polską modłę swoją totalitarnie uporządkowaną przestrzeń publiczną, bo już nie dajemy rady w tej dyktaturze porządku wytrzymać".
Gdybym ja był niemieckim hipsterem, tobym na pewno taką akcję zainicjował.
Kiedyś za stan polskiej tkanki, polskiego krajobrazu kulturowego winiłem upadek społecznych więzi i brak doświadczenia miejskiego, ale teraz widzę, że była to tylko część prawdy.
Polska wygląda, jak wygląda, bo ostatnimi czasy sama siebie miała gdzieś. No, oczywiście, miała i ma, jak zawsze, na swoim punkcie obsesję, ale na obsesji się kończyło i kończy. Praktycznego wymiaru ta obsesja nabiera tylko wtedy, gdy trzeba pokazać, kto tu rządzi.
Wszyscy tylko zawsze: Polska to, Polska tamto, czy Polska jest mocarstwem, Polska taka, Polska śmaka, narodowo-katolicka, liberalna, lewicowa, tu zdrajcy, tam faszyści, to wieczne "co by było gdyby", a real - pod dywan.
Są ważniejsze rzeczy od nadawania krajowi kształtu. Na przykład unikanie zrozumienia, o co chodzi tej drugiej stronie. To jest polski sport narodowy, uprawiany od lewa do prawa przez centrum. Wszyscy nic, tylko biadolą: "O rany, patrzcie, jakie to złe na nas idzie". W tym ja, oczywiście, biadolę też, bo też jestem Polakiem i też mi się mózg zagotowuje jak woda w chłodnicy. Poza tym są takie chwile, gdy naprawdę ciarki mi chodzą po plecach.
Więc jeżdżę po Polsce i próbuję się uspokoić. Jadę sobie potuskową autostradą na przykład i włączam na przykład Radio Maryja. A tam na przykład seans dumy z Polski. Jakaś kobieta natchnionym głosem ogłasza, że "już Polska nie będzie niczyją służebnicą ni ubogą komornicą", a ja staram się zrozumieć, o co chodzi. Pojąć, czy tu tylko o obsesję idzie, czy jednak o coś więcej. Słucham, jak ktoś deklamuje wiersz Rymkiewicza o carze Północy, spalonym ciele, o tym, że to, co nas podzieliło, to już się nie sklei, i rozumiem, że tu jest mowa o zupełnie innej rzeczywistości. O zupełnie innej perspektywie, patrzeniu na coś, co jest dla mnie przezroczyste.
Więc jadę tą autostradą, zjeżdżam czasem na stacje benzynowe, żeby napić się kawy i ochłonąć. Siadam, wyjmuję komórkę i przeglądam prawicowe portale. Obraz Polski, który się z niej wyłania, to obraz kraju, który w końcu wyzwolił się z niepolskości. A niepolskość, to, wiadomo, głównie rosyjskość i niemieckość. Pętające go do tej pory, wpychające w kondominium.
Bo ja mam wrażenie, że te wszystkie wały, które kręciły poprzednie rządy, są dla prawicy tylko pretekstem, łomem, żeby walić w obrzydłych liberałów, lewaków, z tym ich laicko-kosmopolitycznym zboczeniem. Tak samo jak te wszystkie prawne przekręty, które instaluje teraz prawica, też są w gruncie rzeczy pretekstem. I to właśnie dlatego protesty przeciw podobnym (choć, bez jaj, nigdy na taką skalę) praktykom za dawnych czasów nie były tak punktowane. Tu nie chodzi ani o wały gospodarcze, ani o wały prawne.
Tu chodzi o to, co jest ważniejsze: Polska czy Polacy.
Ci, dla których ważniejsza jest Polska, a nawet, o zgrozo, nie tyle Polska jako instytucja, ale jej warstwa mitologiczna, poprą wszystko, łącznie z wyprowadzeniem wojska na ulicę, by z tej polskości, broń Boże, niczego nie uszczknięto. I wszystko w zasadzie jedno, kto miałby szczkać: Unia, Moskwa, Stany, wrogowie wewnętrzni. Wara, bo Polska jest świętością. Polskość jest wartością absolutną. Za tę dłoń uniesioną nad Polską - wiadomo. Koniec dyskusji.
Ci, dla których ważniejsi są Polacy, a nawet - o zgrozo - nie tyle Polacy, ile po prostu ludzie, wiedzą, że to nie w Polsce istota. Że Polska bogiem nie jest, że można ją relatywizować. Że instytucje państwowe istnieją po to, by zapewniać obywatelom godne i porządne życie, wolność. Więc Polska wmontowująca się coraz mocniej w szerszą konstrukcję, europejską, nie jest niczym złym. Świętością jest człowiek i jego prawo do szczęścia, a jaki kształt będzie miała instytucja, która ma obowiązek mu to szczęście zapewnić - to już inna sprawa. Tak mają ustawioną perspektywę - i już. Koniec dyskusji.
Ale dla tych, dla których Polska jest bogiem, relatywizując - są zdrajcami. Tak samo, mówią, relatywizowali ugodowcy za rozbiorów. Tak samo nie chcieli iść na barykady. W listopadowym, styczniowym. Trzeba było ich za karki na ulicę wyciągać. No więc ci od Polski zdeifikowanej - na te barykady idą. A jeśli nie bardzo jest przeciw komu się bić - to się przynajmniej barykady ustawi i jakoś to będzie.
Bo tu nie chodzi o faktyczne pokonanie wroga. Na to, wszyscy dobrze wiedzą, nie ma szans. Chodzi o wskazanie wroga. O ustawienie go tam, gdzie wróg powinien stać: pod ścianą wstydu, z błazeńską czapką na głowie, z zawieszoną na szyi tabliczką: CHUJ. O ustawienie barykady po prostu, bo to już jakieś wskazanie kierunku. Z Rosją sprawa jest dość prosta: barykadę od rosyjskiej strony wzniosły i "lewica", i prawica, tylko że każdy swoją własną. "Lewica" - dlatego, że Rosja reprezentuje sobą to wszystko, czego "lewica" nie lubi, czyli konserwatyzm, nacjonalizm i mafijną gospodarkę. Prawica - dlatego, że Rosja jest Rosją, a więc smokiem. Wrogiem Polski, po prostu. Bo silniejszy i historycznie wrogi. Instynkt każe więc się najeżyć - i syczeć.
Z Niemcami, Niemiecją nieszczęsną, sprawa jest bardziej skomplikowana. Bo Niemcy to też smok, a jeśli grają takich dobrych, takich humanitarnych, takich demokratycznych i pokojowych - to znaczy, że coś knują. Nie może być inaczej. Jeśli na miejscu Niemiec zabrakło wroga - to trzeba go tam odbudować. Jaki z Niemiec niewróg! - wołają. A Nord Stream? A Nord Stream 2? A Grecja? Chcą nas wszystkich zhegemonić! Chcą z nas zrobić rolniczą Mitteleuropę, rezerwuar taniej roboczej siły, pola uprawne, chłopi w błocie - i na tym koniec. Nie, nie mówię, że z tym czy tamtym nie mają racji. Rzecz w tym, że i jedna, i druga strona ustawia rzeczywistość tak, że wszystko albo nic.
I w tym ustawieniu, w którym wszyscy się właśnie znaleźliśmy, takie rzeczy jak praktyczny wymiar geopolityki czy gospodarki stają się mało ważne. Nieważne, że Polska, która zawsze cierpiała z powodu znajdowania się między Rosją a Niemcami, ma teraz najlepsze z możliwych położenie: jest z Niemcami w jednym bloku, i to z Niemcami nastawionymi prounijnie.
Razem, w najsilniejszym bloku militarnym na Ziemi, gwarantowanym przez Stany Zjednoczone. Nie wiadomo, jak długo Niemcy pozostaną jeszcze przy takiej prounijnej postawie, ale zamiast dmuchać na ten, być może gasnący, ogień, Polska zadeptuje go w rytualnym narodowym tańcu, śpiewając "Rotę".
Tańczy, śpiewa i nie słucha argumentów mówiących, że skuteczniej chroni się własny interes, nie wygrażając czołgom szablami. Bo tu, najpewniej, nie chodzi o skuteczną obronę własnego interesu. Tutaj trzeba odtworzyć porządek mitologiczny. Ten sam, który jest w credo nie tyle Polaka, ile wyznawcy Polski.
A część tego credo brzmi: jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem.
W myśl tego credo Niemcy nigdy nie osiągną takiego stanu, który byłby przez wyznawców Polski akceptowany, tak samo jak szatan nie może się przekwalifikować na anioła. Musieliby się rozwiązać i spolszczyć wszyscy razem, jak Stuhrowie, jak Dietlowie, jak Goetlowie. Bo dobry Niemiec może być tylko Polakiem.
Mam nawet wrażenie, że szef MSZ Witold Waszczykowski, udzielając wywiadów niemieckim mediom, robi, co może, żeby jakoś lawirować między ołtarzem polskiego mitu a twardym gruntem. Żeby do końca wszystkiego nie spaprać, żeby choć wytłumaczyć WTF, jakoś sprowadzić do realnego wymiaru to wszystko, co się wygłasza. Ale zaczynam mieć wątpliwości, czy sam jeszcze wierzy w to, co robi. Bo jeśli minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak z byle powodu histeryzuje o rzezi Woli, to znaczy, że coś się dzieje, jak mawiał klasyk.
Takie są czasy, że gdy świat myśli inaczej niż Polska, to tym gorzej dla świata. Bo świat nie jest Polską. Świat jest w innym świecie, jak Putin po pamiętnym spotkaniu z Merkel. Bo Niemiecja tylko wtedy będzie akceptowalna, gdy będzie, ewentualnie, polską Poniemiecją.
Jak ta tutaj, ta, po której tak bardzo lubię jeździć.
Więc jeżdżę po tej Poniemiecji, patrzę, jak się ogarnia. Raz z głową, raz bez. Raz ze smakiem, raz bez. Patrzę i zastanawiam się, jak długo to ogarnianie się jeszcze potrwa, bo jeśli chodzi o gospodarkę, to raczej też obowiązuje tu zasada, że wieczny ogień na ołtarzu polskości ponad zdrowym rozsądkiem, kursem złotego i ratingami.
Jeżdżę i co jakiś czas trafiam do Świebodzina. Parkuję u stóp Chrystusa Świebodzińskiego, którego uważam za polski totem wbity w ziemię, na której na zmianę rządzili to Słowianie, to Germanie, a aktualnie rządzą Słowianie, którzy, być może, nie dochrapali się takiej jakości cywilizacyjnej, jaką pozostawili tu po sobie Germanie, ale za to z siatkobetonu udało im się zbudować Chrystusa wyższego niż ten w Rio. Co tam, że nie na skale, ale na skalniaku, co tam, że nie przy morzu, ale pośród morza błota - ale nasz, polski. I to jest najważniejsze, i tylko to się liczy. Nic, ale to zupełnie nic innego.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2015.08.19 13:51 4pietrowydrapaczchmu Czy JOW w Polsce do dobry pomysł?

Czym są Jednomandatowe Okręgi Wyborcze? Jak działają? Zwykłemu Polakowi trudno odpowiedzieć na to pytanie bo w Polsce zamiast porządnej merytorycznej dyskusji mamy propagandę.
Na JOW składają się w zasadzie tylko 3 punkty: 1. Kraj zostaje podzielony na tyle okręgów, ile jest mandatów do obsadzenia przy czym okręgi te dzielone są po równo wg liczby uprawnionych do głosowania. 2. Każda z partii/komitetów wystawia tylko jednego kandydata. 3. W każdym okręgu kandydaci rywalizują o jeden tylko mandat – dostaje go kandydat, który dostanie najwięcej głosów wyborców.
Wszystko inne to dodatki. Dodatkami są np odwołanie polityka, odpowiedzialność majątkowa, brak immunitetu, referenda, limity na reklamę, brak finansowania partii z budżetu. Opcje te można dodać lub odjąć od każdego systemu wyborczego. Również do obecnego.
Zatem co gdyby do obecnego systemu wprowadzić np. zasady: - nie ma rozróżnienia na listy wyborcze i nie ma pozycji na liście (numerów) - zmniejszyć limity podpisów do zebrania, pozycji na liście do wypełnienia - znieść ustawę kwotowo-parytetową (która to naprawdę bardzo daje sie we znaki małym partiom) - osoba startująca z danego okręgu musi od dłuższego czasu w nim mieszkać (by znać potrzeby lokalnej ludności i problemy które trzeba rozwiązać) - możliwość odwołania polityka, odpowiedzialność majątkowa, brak immunitetu - politycy nie mogą zmieniać partii w trakcie kadencji - obligatoryjne i wiążące referenda - kategoryczna równość w mediach (gazetach, radiu i telewizji) - tyle samo reklam i czasu antenowego (bez promocji w mediach i pieniędzy na nią nawet w JOWach jest bardzo ciężko sie przebić)
Co wtedy? Czy obecny system nadal byłby taki zły i trzeba by wprowadzać JOWy?
Także potrzebna jest prawdziwa debata. Wg mnie najpierw trzeba ustalić punkt po punkcie wady obecnego systemu i zastanowić sie nad nimi. Co da sie zmienić i w jaki sposób a co nie. Potem zebrać wszystkie ciekawe ordynacje wyborcze i również ustalić ich wady oraz zalety. Dopiero wtedy będzie widać co dla nas jest najlepsze. Nie podoba mi się wciskanie na siłę jednego systemu jeśli nie znamy innych ciekawych. Tym bardziej w taki nachalny sposób w jaki to robią zwolennicy JOW w stylu angielskim.
Poza tym dwa najważniejsze (moim zdaniem) pytania dotyczące JOW: 1. Podobno JOW odrzuca skrajności i często wygrywają "ludzie środka". Zatem kandydat który proponuje konkretne zmiany np. reformę KRUS, emerytalną czy ograniczenie liczby urzędników nie ma szans bo zostanie przez te środowiska zablokowany (osoby z tych środowisk bedą głosować na oponenta tak jak dziś głosują za PO i PIS). Więc skoro w JOW wygrywają kandydaci populistyczni to jak Polska ma sie z nimi zmienić? 2. Wszyscy wiemy że Polska potrzebuje głębokich zmian. Tego nie zapełnia nam obecnie rządzący. Zatem czy w JOW małe partie/politycy niezrzeszeni summa summarum będą miały łatwiejszą czy trudniejszą drogę do objęcia władzy? Osobiście wydaje mi sie że znacznie trudniejszą. Nawet jeśli zmniejszy im sie obszar oddziaływania kampanii do małego okręgu.
Na podstawie argumentów zwolenników JOW:
- Obecnie obywatele nie mogą startować w wyborach (lub mają to znacznie utrudnione). To kłamstwo. Jest mnóstwo małych partii z postulatami których kandydat może się zgadzać a one chętnie go przyjmą bo muszą zapełnić listy wyborcze. Obecnie małym partiom jest tak ciężko że dają nawet ogłoszenia do gazet lub robią to z łapanki. Mają nap[rawdę olbrzymie problemy z zebraniem odpowiedniej ilości chętnych. Wcale nie jest tak wiele osób które faktycznie palą się do startowania. Nie jest im łatwo bo muszą zebrać aż 920 osób. Szczególnie kobiet (parytety są olbrzymim utrudnieniem dla małych partii). Znalezienie kobiety chcącej startować to skarb. A to wszystko w ramach tylko jednaj partii! Demokracja Bezpośrednia dla przykładu ma bardzo duże kłopoty aby zebrać odpowiednia grupę swoich przedstawicieli do jesiennych wyborów. A to przecież partia z którą prawie każdy może się utożsamiać. Poza tym często tworzą się listy bezpartyjnych. Poza tym w JOW byłby taki kandydat skazany na siebie a w partii, organizacji, zrzeszeniu czy innym tworze może liczyć na pomoc.
- Będzie mógł startować każdy obywatel... po wpłaceniu zaliczki (w propozycji Ruchu JOW jest to 10 podpisów + kaucja na poziomie pensji minimalnej zwrotna po wyborach jeśli przekroczy bodaj 2%) Już teraz może. Naprawdę trzeba „mieć zły dzień” by wierzyć że ktoś kto nie jest w stanie zebrać powiedzmy 5000 podpisów po zebraniu 10 nagle wystartuje w wyborach i zbierze tyle głosów by je wygrać (czyli 30 do 50% głosów z okręgu). Z czego? Bez środków na kampanie i bez wsparcia mediów. Dodam więcej. Ta kaucja zabierze mu cześć pieniędzy które mogły by mu się w tym czasie przydać. Uszczupli jego budżet na ten ważny w końcu czas.
-Ok Ale skoro może startować każdy zebrawszy tylko 10 głosów od rodziny to Kandydatów również może być wielu. I tu jest kolejny słaby punkt zwolenników JOW którzy twierdzą że ograniczają one ilość kandydatów i dzięki temu ta garstka jest wtedy bardziej znana. Przytłaczająca większość osób nie wie absolutnie nic o kandydacie na którego POSZLI ZAGŁOSOWAĆ! Większość osób głosuje na tego kogo zobaczy na plakatach, kto jest najbardziej rozpoznawalny, z ... właściwej partii i kompletnie nie czytają jego „CV” lecz polegają na tym kto coś tam im szepnie lub na tym co powiedzą w TV. Ale załóżmy że jakiś miejscowy Polityk wejdzie do sejmu. Co on tam jeden samiutki orzeszek zdziała? Chyba tyle co Korwin w europarlamencie – tyle jego że sobie przemówi z ambony. W innych krajach które wprowadziły JOW na początku faktycznie chętnych mogło być więcej jednak juz po pierwszych wyborach zapał ludzi się studził.
Także 1 postulat koronny jest co najmniej śmieszny bo co po tym zwykłemu obywatelowi? Zwykły obywatel nie będzie chciał startować a ten który chce już teraz ma sporo możliwości.
Im więcej antysystemowców tym większe rozproszenie głosów elektoratu na wiele podmiotów i mniej szans że uda im się wejść do rządu w obecnej postaci wyborów (czyli przy 5% poparcia) a co dopiero przy JOW Angielskim (w Australijskim trochę łatwiej). Przypominam że właśnie dlatego ostatnimi czasy podziemnaTV promowała połączenie sie wszystkich partii Antysystemowych w jedną i start z jednej listy do wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Dlatego za nieporozumienie uważam promocję bezpośredniości i czynnego prawa wyborczego. To tylko rozdrobni jeszcze poparcie dla tych partii. Ci co głosują na PIS czy PO nadal będą a nie głosować natomiast poparcie dla mniejszych partii będzie jeszcze bardziej podzielone dla szkody na rzecz Polski i zmian jej potrzebnych.
Ok Ale powiedzmy że do sejmu jakimś cudem dostała sie spora grupa bezpartyjnych (np 20% składu). Nie było by łatwo stworzyć rząd który przetrwa kadencje. Ile lodów trzeba by ukręcić dla bezpartyjnych aby ci zgadzali się na nasze postulaty? Łapówka za łapówką. Rząd byłby niestabilny więc Polska była by politycznie niestabilna a mediach było by jeszcze mniej prawdziwych informacji a więcej tematów zastępczych i afer (jak to się nie mogą dogadać). Opozycji będzie jeszcze łatwiej kopać dołki i osłabiać w ten sposób Polskę. Wystarczy przypomnieć sobie czasy rządów PIS, Samoobrony i LPR z 2016 roku. W Anglii czy Australii może działa to dobrze jednak trzeba pamiętać że oni mają inna klasę polityczną i inne wpływy a Polska to poligon dla Niemiec, Rosji i USA i że tak naprawdę komuna sie u nas trzyma bardzo dobrze. To co w innych państwach działa dobrze na naszym podwórku może działać fatalnie.
Jednak oczywiście takiego rozdrobnienia nie będzie gdyż JOW doprowadza do dwupartyjności. Zresztą sam Kukiz przyznał że JOW prowadzą do systemu dwupartyjnego: https://www.youtube.com/watch?v=2NteZIQPDsk&feature=youtu.be&t=840 (ps. Zobaczcie jak Kukiz zgrabnie zmienił temat i z rozmowy na argumenty przeskoczył na gatkę o dzieciach i dobra kraju) Zresztą nie tylko on. To samo przyznają Korwin i Kaczyński. Zastanawiam się gdzie w tym są zmiany których tak w Polsce potrzebujemy. To zabetonowanie sceny politycznej. Doprowadzenie do systemu dwupartyjnego czyli https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Duvergera Bo co z tego że każdy będzie mógł startować jeśli bez zaplecza, bez pomocy, bez finansów i bez dostępu do mediów nie będzie miał szans na wygranie w swoim (niby małym) okręgu? Wygra tylko celebryta taki jak Kukiz lub jakiś lokalny "baron" bo nikt nie będzie chciał głosować na kandydata nieznanego którego widzi pierwszy raz na oczy.
- Aktualnie ¾ wszystkich osób zasiadających w sejmie pochodzi z 2 pierwszych miejsc z list wyborczych. Dzięki JOWom te wszystkie partyjne aparatczyki zostaną wymiecione. Ok A kto obecnie zabrania głosowania na niższe miejsca? Nawet w tym systemie wygrywa ten kto dostaje najwięcej głosów z listy. Równie dobrze może być z miejsca 10. Ale ludzie głosują i będą głosować na znane twarze. Chyba ze wreszcie się zreflektują ale do tego wcale nie trzeba zmieniać ordynacji lecz edukować ludzi. Przypominam. To od nas zależy kto wchodzi do sejmu. Wcale nie musimy głosować na klakierów politycznych z 1 czy 2 miejsc ale to robimy. Jeśli teraz to robimy to dokładnie to samo będzie przy JOW tyle że wybór klakierów będzie mniejszy. Przecież przy JOW będzie dwubiegunowość i kandydat na którego mamy głosować i tak będzie wybierany przez partie a duże partie i tak wygrają. Mali nie będą mieli szans. Niektórzy twierdzą że oddanie głosu na mła partię jest głosem straconym. Jeśli teraz jest to co dopiero mówić o JOWach.
- Posłowie będą zależni od nas a nie od szefów partii. To bujda. Jeśli polityk nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to w Anglii podobno następnym razem nie jest wybierany. A jak jest teraz w PL? Jeśli ludzie są mu przeciwni to partia wystawia innego kandydata. I dokładnie to samo dzieje się w Anglii, Kanadzie czy USA i partie się nie zmieniają. Potrzeba by w Polsce duzo czasu aby jedna z tych 2 partii została zamieniona przez inną. Tym bardziej że JOWy bardzo mocno promują duże partie z wielkimi funduszami.
Jednak w JOW partia faktycznie musi dbać o kraj i postulaty społeczeństwa - i nawet jeżeli zostają dwie przeciwstawne partie - to one muszą prezentować program zgodny z jak największą częścią społeczeństwa i działać na jego rzecz - inaczej zaczynają tracić poparcie na rzecz konkurenta. Jednak czy chcemy mieć u siebie system dwupartyjny jak w USA? Oczywiście nas i USA nie powinniśmy porównywać gdyz są to zupełnie inne podłoża polityczne i historyczne i jak wspomniałem w każdym kraju JOW mogą mieć inny bieg jednak wiecie że w USA oprócz partii Demokratycznej i Republikańskiej istnieją tez inne? Jakoś trudno im sie przebić nieprawdaż? W Polsce mogło by sie zdarzyć rzecz podobna i duże partie (lub partia) mogły by panować naprawdę długo (wspomniany efekt głosowania na lepsze zło które ma większe szanse pokonać to gorsze zło zamiast na inne lepsze rozwiązania). Już teraz tak mamy a wyobraźmy sobie że małym partiom w JOW jeszcze trudniej się przebić. Nie mogą nawet wykorzystać efektu stopniowego zwiększenia popularności bo jest mniej widoczna niz teraz. Przykładowo jeśli teraz partia w jednych wyborach zdobędzie 2% drugich 4 potem 5 dalej 7 to w sondażach widać wzrost i ludzie zastanawiają sie nad zagłosowaniem jako realnej alternatywie (skorzystał na tym Kukiz) natomiast w JOW jest to mniej widoczne bo i tak do wygrania w okręgu sporo brakuje więc trudniej sie przebić.
*- W systemie proporcjonalnym większość posłów wchodzi na plecach lokomotyw. * W systemie większościowym też większość wchodzi na plecach lokomotyw bo zostają wybrani tylko dlatego, że reprezentują daną partię (która jest utożsamiana z liderem). Mali, niezależni kandydaci nie mają szans konkurować z dużymi partiami.
- JOW przenosi nacisk z lojalności wobec centrów partii na lojalnością wobec lokalnego okręgu , a partyjni wodzowie tracą podstawowy mechanizm czynienia wybrańców narodu uległymi ("uważaj, bo nie znajdziesz się na listach"). Nawet jeżeli JOW doprowadziłyby do powstania systemu dwupartyjnego, to byłyby to już inne, mniej wodzowskie partie niż obecnie." Tylko ze nikt nie wie jak to będzie wyglądało w Polsce a gdy już wprowadzimy te JOW i okażą sie klapą dla obywateli to już tak łatwo nie cofniemy tej ordynacji.
Jeśli zarządowi partii nie podobały by się działania polityka i próbowali by go usunąć lub zastraszyć mógłby powiedzieć im: „a całuj mnie tu i tam. Ja mam za sobą swój okręg wyborczy, to mnie tam wybrali”. Taki polityk musi wiedzieć że część jego elektoratu (zapewne bardzo duża część) głosowała na niego tylko dlatego gdyż wywodził sie z danej partii. Zresztą odwrotnie tez bywa lecz rzadziej. Pewnie zdarzy sie czasem że jakiś polityk zasłuży na swoje zaufanie i wyborcy pójdą za nim gdy ten wyjdzie z partii jednak zwolennicy JOW twierdzą że będzie tak zawsze i wszędzie oraz że pójdą za nim wszyscy (a przynajmniej to właśnie sugerują). Mogą oni oczywiście dawać przypadki pojedynczych polityków jak np. Churchill jednak to będą przypadki specjalnie wyselekcjonowane tylko po to by potwierdzić swoją tezę. Sugerował bym raczej zebranie wszystkich tego typu wydarzeń i wyciągnięcie konkretnych wniosków.
oraz… „Każdy człowiek ma inne poglądy polityczne. Partie to organizacje zrzeszające ludzi o podobnych poglądach (w teorii). Jest to pewien sposób kategoryzowania ludzi względem wartości jakie wyznają. W sytuacji gdy głosujesz na konkretnego człowieka jest trudniej. Raz, że musisz poznać jego poglądy a dwa, że w Twoim okręgu może nie być nikogo, kto by miał taki sam pomysł na państwo co Ty. Jeszcze jest inna opcja - ktoś taki może być, ale z racji tego, że głosi niepopularne hasła (np. koniec z zasiłkami) to zagłosuje na niego niewiele osób. Jeżeli będzie ich mniej niż 50% to głosy na tę osobę są zmarnowane. W rezultacie w sejmie będą zasiadali posłowie a ich poglądy nie będą odzwierciedlały poglądów społeczeństwa.”
Bardzo możliwe jest że nasz kraj podzieli się na okręgi PiSowskie, POwskie, oraz kilka okręgów przechodnich. Dokładnie to dzieje się w US czy UK. Istnieje tam dość duża liczba okręgów w których nie opłaca się nic robić bo i tak wygra dana partia. Bo w JOWach jest wszystko albo nic, nie ma znaczenia czy jako drugi miałeś 30%, czy 5%. I tak masz 0% bo byłeś drugi. To jeszcze bardziej zniechęci ludzi do polityki. "Teraz każdy głos się liczy - jeśli chociaż trochę więcej wyborców PiS pójdzie w Szczecinie zagłosować to mogą wywalczyć dodatkowy mandat. W JOWach nie mieliby szansy na nic więc jaki byłby sens ich wychodzenia z domu? PO tam nie przebiją ale w obecnym systemie mogą chociaż powalczyć o inne proporcje. W systemie proporcjonalnym każdy głos się liczy. Ma znaczenie to czy PO wygra mając 90% czy 60% czy 30%. W JOWach nie ma to absolutnie żadnego znaczenia więc jeśli jakiś okręg jest "safe" dla danej partii to jej przeciwnicy nie mają powodu, żeby w dniu wyborów ruszyć się z domu"
- Gdy dana partia wygrywa i rządzi samodzielnie (bez koalicjanta) to wszystkie niepowodzenia spadają na jej barki. Nie może się zasłonić brakiem zgody koalicjanta. To dobrze ale w ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy bardzo dużo afer które Tusk jako szef rządu brał na klatę a PO? PO nadal ma spore poparcie. Tu chyba więc sprawdza się zasada że co dobre gdzie indziej wcale nie musi być dobre u nas. Mamy inne warunki, inna kulturę społeczną i innych wyborców i długo się jeszcze to nie zmieni.
- wyborcy na drugi dzień po wyborach wiedzą jak wygląda rząd który może normalnie pracować. Teraz po wyborach trwają targi z koalicjantem a w JOW targi trwają przed wyborami (juz wspominałem). To dobrze bo głosujący przynajmniej wie co dane partie ustaliły. Tylko czy po wyborach bedzie to przestrzegane? Mieszkamy przecież w Polsce a nie Anglii.
- W Polsce istnieją powiaty które nie mają w sejmie swojego posła natomiast taka Warszawa ma ich dużo za dużo. To okręgi JOW nie dzieli się czasem wg liczby mieszkańców? "Kraków będzie podzielony na 10 okręgów, Warszawa na 20 ale posłów i tak będą z tych miast dużo. Za to okręgi na prowincji to będą całe powiaty albo nawet ich grupy (najmniejsze powiaty mają po 20 tys. ludności). Czyli podział na JOWy kompletnie nie będzie odpowiadał realnym podziałom społeczno-geograficzym. A zwycięzca może być tylko jeden. Wielomandatowe duże okręgi są w stanie jakoś-tam oddać zróżnicowanie (także terytorialne) poglądów ich mieszkańców. Jednomandatowy okrąg złożony z kilku powiatów będzie trwale wykluczał niektóre z nich.
Poza tym symptomatyczne jest, że piewcy JOWów tak bardzo skupiają się na procedurze wyboru kandydata, że zapominają o prostym fakcie: wyborcy zależy na tym, by mieć możliwie realny wpływ na władzę. A ten realizuje się nie przez wybór posła ale przez to co ów poseł może zdziałać w sejmie. A w sejmie działają partie (ew. ich frakcje), a nie jednostki. Cóż z tego, że wybiorę sobie wybitnego posła, skoro w realnym działaniu nic nie będzie znaczył?
W sytuacji JOW wyborcy mogli by od takiego swojego posła czegoś oczekiwać a teraz nie mogą. Innymi słowy poseł mógłby przekupywać ludzi np. wybudowaniem drogi co dzieje się w Anglii czy USA i wcale nie jest takie złe bo co prawda ludzie dostają ochłapy za głos ale przynajmniej coś dostają dla swojego okręgu a obecnie nie mogą żądać niczego. To trzeba zmienić.
Tylko czy w sytuacji w której trzeba uzdrowić Polskę (prawo, gospodarkę, szkolnictwo i wiele innych rzeczy na poziomie kraju) warto jest się rozmieniać na drobne dostając coś w swoim okręgu podczas gdy w Polsce będzie działo się źle?
Poza tym.. Czy dobrym jest gdy partia która posiada kilkanaście % poparcia w Polsce jednak nie skupione w kilku okręgach lecz rozproszone po całym kraju nie dostaje się do sejmu? Bo taka sytuacja może się zdarzyć. W zasadzie zdarza się w Anglii. Dlatego duża część obywateli Wielkiej Brytanii jest przeciwna JOW. Czemu? Np. w ostatnich wyborach UKIP zebrał 13% głosów społeczeństwa (4mln głosów) i zamiast 80 mandatów (gdyby mieli nasz system proporcjonalny) zdobył 1 (tak jeden) mandat do izby gmin. To jest ta sprawiedliwość? Czy posiadanie własnego posła ze swojego okręgu jest bardziej sprawiedliwe niż anulowanie głosu kilkunastu procent społeczeństwa? A mówię tu tylko o jednej partii.
Dodatkowo ważną kwestią jest co wyborcze dostosowanie granic okręgów co w Polsce na pewno doprowadzi do wielkich sporów lub Gerrymanderingu. Nie będę sie tu rozpisywał i odeśle do filmiku z YT który opisuje tą wadę JOW (można włączyć polskie napisy): https://www.youtube.com/watch?v=YcUDBgYodIE Obrazek po polsku: http://i.imgur.com/av0xL3f.jpg
Podsumowując: "Wszystkie systemy wyborcze mają swoje wady, dziwactwa i anomalie. JOW-y są fajne ze względu na prostotę i mocny związek wyborcy z wybieranym ale tylko na pierwszy rzut oka. Gdy przyjrzeć się bliżej to już nie jest tak różowo. Rozproszone geograficznie głosy są nadreprezentowane. Lokalnie mocne ugrupowania są nad reprezentowane. Głosy lokalnych mniejszości są tracone. System jest też wrażliwy na manipulowanie granicami okręgów. Z praktyki (USA czy Anglia) widać, że preferowany jest duopol dużych partii.”
Na koniec link do najlepszej moim zdaniem strony tłumaczącej JOW (inne to sama propaganda) http://stv.org.pl/o-systemach-wyborczych/systemy-wiekszosciowe-jow/ A czemu jestem przeciwny STV i innym tego typu odmianom jak np. ordynacja ocenowa? https://pl.wikipedia.org/wiki/Ordynacja_ocenowa STV to bardzo dobra ordynacja jednak stwarza ogromne miejsce na machinacje wyborcze. PKW nie potrafi policzyć głosów z jednej tury a policzy z kilku na raz? Ufamy że PKW dobrze policzy głosy? Ja nie. To są za bardzo skomplikowane ordynacje by u nas je wprowadzić.
submitted by 4pietrowydrapaczchmu to Polska [link] [comments]


Jak rozwiązać i przesłać zadanie w Teams - YouTube Krzyzowki genetyczne Co się właściwie dzieje, kiedy zaczynasz dojrzewać - YouTube Jak rozwiązać (prawie) każdy swój problem? Metoda Sokratejska. Węzły - Kajdanki z linki (Węzeł kapitański) - YouTube Sudoku TRUDNE - jak rozwiązywać? - YouTube Co trzeci człowiek na świecie jest niedożywiony. Jak można rozwiązać problem głodu? Podróż w głąb ciała - YouTube Darmowe Korepetycje z Biologii: Prawa genetyki - YouTube Dojrzewanie biologiczne u dziewcząt - YouTube

'Czym dla człowieka może być wolność?': Przykładowa ...

  1. Jak rozwiązać i przesłać zadanie w Teams - YouTube
  2. Krzyzowki genetyczne
  3. Co się właściwie dzieje, kiedy zaczynasz dojrzewać - YouTube
  4. Jak rozwiązać (prawie) każdy swój problem? Metoda Sokratejska.
  5. Węzły - Kajdanki z linki (Węzeł kapitański) - YouTube
  6. Sudoku TRUDNE - jak rozwiązywać? - YouTube
  7. Co trzeci człowiek na świecie jest niedożywiony. Jak można rozwiązać problem głodu?
  8. Podróż w głąb ciała - YouTube
  9. Darmowe Korepetycje z Biologii: Prawa genetyki - YouTube
  10. Dojrzewanie biologiczne u dziewcząt - YouTube

link do poradnika SUDOKU dla początkujących: https://www.youtube.com/watch?v=Am67-ySAEpQ link do trudnego SUDOKU #10 z filmu: https://www.geogebra.org/m/h8gx... ️ https://medyk.me/kurs 🎓 Zapisz się na kurs maturalny z biologii! ️ https://medyk.me/ksiazki 📚 Poznaj moje podręczniki! ️ https://medyk.me/rezerwacja ... Jak rozwiązać (prawie) każdy swój problem? ... 'Charakter człowieka a jego szczęście' - Duration: 7:53. FILOZOF Z BECZKI 7,627 views. 7:53. Jak wzmocniłem swoją ODPORNOŚĆ - Metoda Wima ... Problem głodu na świecie dotyczy około 795 mln ludzi. Co roku około 3 mln dzieci umiera z powodu niedożywienia. Szacuje się, że około 30 proc. żywności na św... Z cyklu - niszowa wiedza dla mas. Czekam na komentarze bo czuję, że ktoś nie załapie czemu wam to pokazuję :) Jak sobie radzić z dojrzewaniem? Trądzik. Zauroczenia. Huśtawki nastrojów. Tak jest – to właśnie dojrzewanie. Nie dość, że samo dorastanie jest trudne, to je... Jak rozwiązać i przesłać zadanie w Teams Hej ludziska! Czy chcecie się wybrać w epicką podróż… przez ludzkie ciało? No dalej, nie bójcie się, to całkowicie bezpieczne! Zaczniemy od ust, bo to wejści... Jak przebiega dojrzewanie biologiczne u dziewcząt? Jakie są jego objawy? Kiedy się rozpoczyna? Co to takiego miesiączka i tak zwany cykl płciowy? Nasz Eksper... Łukasz nie mógł oderwać oczu od Malwiny, tak samo jak kierowca lawety! [Nauka jazdy] - Duration: 2:32. TTV 4,455,967 views